Naszym dzieciom.


14 lis 2013

Kiedy masz ochotę ryczeć jak lew...

Kacper z tatą mają ulubioną zabawę w lwy. Albo lwiątka raczej, bo nie robiąc sobie krzywdy gryzą się, ryczą okrutnie, drapią brodami i są bardzo, ale to bardzo groźni wówczas. Już jakiś czas temu zauważyłam, że igraszki te mały uwielbia głównie z dwóch powodów: bycia z tatą i możliwości wyrażania emocji. Te są głównie pozytywne, a wcielanie się w dzikie lwy pomaga to podkreślić. 
Co jednak, kiedy dopadają nas nie nazbyt przyjemne doznania, pełne sprzeczności uczucia, w których pierwszoplanową rolę chce grać ZŁOŚĆ? Czytanie jest na pewno ostatnią rzeczą, jaką mógłby wtedy zrobić dorosły. A mały chłopiec? Jak może wówczas wyrazić stan swojego umysłu i swojej duszy, skoro nie wie co jedno, a co drugie, i jak to wszystko nazwać?
Przedwojenna literatura przeznaczona dla dzieci chętniej budziła szlachetne odczucia, a jeśli już miała mówić o tym, co może czuć dziecko, to raczej skierowywała uwagę na strach. Ale złość była traktowana jako typowe niegrzeczne zachowanie, wymagające natychmiastowej interwencji piewców dydaktyczno-moralizatorskiej funkcji literatury. Potrzeba było stopniowej zmiany świadomości pisarzy, żeby zaczęli dziecko postrzegać jako istotę czującą i myślącą. Dziś sytuacja wygląda o wiele inaczej. O emocjach, także tych przykrych, rozmawia się z dziećmi, uczy ich rozpoznawania i określania, a z pomocą temu spieszą liczne wydawnictwa literatury dziecięcej.
I oto w morzu przeróżnych dwudziestowiecznych książek dla dzieci, z których na przestrzeni lat jedne są wznawiane z powodzeniem, a inne się samoistnie dezaktualizują, znajdujemy tekst z 1974 roku, pt. Lwy Hanny Januszewskiej. Książeczka została wydana przez Biuro Wydawniczo-Propagandowe RSW "Prasa-Książka-Ruch" (wyd. I). Najbardziej zadziwiający jest w niej fakt, że autorka posuwa się bardzo daleko, jeśli chodzi o przedstawienie znajomości dziecięcych przeżyć, ponieważ pozwala małemu chłopcu wypowiedzieć się w pierwszej osobie:
Gdy jestem taki jak dziś - zły,
że aż pięści zaciskam,
to chciałbym, wiecie, spotkać lwy,
lwy o drapieżnych pyskach. 




Dzikie zwierzęta są metaforą eskalacji napięcia, a następnie jego łagodzenia. Konstruktywny sposób poradzenia sobie z własnymi emocjami jest kluczową sprawą tego tekstu. Jego charakter znakomicie wyczuł Janusz Stanny, ilustrując poszczególne etapy wędrówki chłopca przez łąki, rowy, pola. Mając lwy za towarzyszy chłopiec utożsamia się z nimi. Falujące emocje, falujące łany traw i zbóż, falujące lwie grzywy stapiają się w całość i spotykają gdzieś na widnokręgu, co pozwala przywrócić spokój. Lwy, a z nimi  trudne emocje, mogą odejść wraz z zachodem słońca, a bohater może wrócić do domu. Ta wędrówka to odnalezienie na nowo siebie samego. 



Na tym nie koniec rozwiązania wewnętrznego konfliktu. Pomocne okazuje się także zwyczajne ZROZUMIENIE jakie można sobie nawzajem dać w takich sytuacjach.

Wróciłbym prędko: raz - dwa - trzy.
A mama: - To ty! Wreszcie!
Niepokoiły mnie te lwy,
ale nareszcie - jesteś!

A ja: - Skąd, mamo, o lwach wiesz?
A mama: - Bo i ja
czasem zła jestem. No i też
chcę wtedy spotkać lwa.  

Zaproponowałam głośne czytanie tej książeczki mojemu trzylatkowi, kiedy jego uwagę zwróciła okładka.
Z przyjemnością posłuchałam potem koncertu ryczącego lwa do wspaniałych ilustracji, które ponadto mają rozkładaną kartę. Spotkało się to z dużym zainteresowaniem. Pewne jest, że jeszcze nie raz do książki wrócimy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz