Naszym dzieciom.


29 lip 2017

Baśń o perle

Od absolwentów przedszkola, my rodzice, dostaliśmy w prezencie super nagranie, w którym dzieci opowiadają o swojej mamie i tacie, kim są, jak wyglądają i co robią. Wypowiedzi, które jednych roztkliwiły, a drugich rozbawiły do łez będą wspaniałą pamiątką. Zdumiało mnie jak świetnie dzieci poradziły sobie z definiowaniem relacji z rodzicami. Były także osobiste życzenia, które pokazały, co dla dzieci jest ważne. Kocham najbardziej mamę za to, że się mną opiekuje i mnie kocha ze serca - powiedział jeden z małych bohaterów występów. Natomiast totalnie zaskoczyły mnie życzenia, powtarzające się jak mantra, pod adresem rodzicieli, żeby mieli dużo pieniążków...  Zastanawiające jest to, jaki stosunek mają najmłodsi do gospodarowania pieniędzmi. Czy rzeczywiście "pieniążki" lub ich brak mogą na tyle silnie niepokoić młode umysły?  Czy na serio potrzeba ich aż tyle w oczach dzieci?
Od dawna przyciągał mnie świat baśni, świat biedy i prostoty, którym towarzyszyły nadrealne sytuacje, magiczne moce i wytrwałość mogąca znieść każdy brak...Kocham pana Andersena za baśnie smutne; szanuję podania ludowe, tę odwieczną mądrość, dar mowy. Zbiorowe doświadczenie przekazywane od pokoleń jest dla nas niewyczerpaną studnią inspiracji w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania o wartość życia i ich prymat nad bogactwami. 

Dlatego z ogromną ochotą zapoznałam się z książką o znaczącym tytule Baśń o perle autorstwa Anny Gibasiewicz, pisarką, z którą jak się okazuje, żywimy taką samą miłość do książek z dzieciństwa, wrocławskiego starobruku i niecodziennych spotkań:)
Syn, kiedy mu odczytałam zaledwie kilka pierwszych stron, stwierdził z przekonaniem, że chyba gdzieś już to słyszał.... 
                          Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 2017, wyd. II

Autorka z całą świadomością sięga do konwencji klasycznego gatunku baśni literackiej, aby w zajmującej historii ukazać jeszcze jedno oblicze pogoni za szczęściem i dobrami materialnymi. 
Początek tej opowieści jest na wskroś ludzki, jej zręby tworzy historia rodziny - może nią być każda pojedyncza rodzina, a w tym przypadku to pełna miłości, oddania i poświęcenia relacja ojca z jedyną córką. Również osobista dedykacja autorki wskazuje na silne więzi rodzinne, którym wiele zawdzięcza.
To wielka sztuka i umiejętność patrzenia w głąb siebie, żeby  w dojrzałym życiu umieć zobaczyć, dzięki czemu jest się prawdziwym sobą.
Elwika, córka bogatego kupca, jeszcze nie posiada tej cechy. Jej życie naznacza ciągły psychiczny i duchowy głód. Ustawiczny brak. Pragnie bogactwa, uznania, poklasku i szczęścia za wszelką cenę. Im więcej posiada, tym bardziej zatraca się w gonitwie za złudnym marzeniem. Zastanawia bardzo postawa ojca, jak długo jeszcze może znosić kaprysy córki, wystawiać dla niej kosztowne bale, odbywać ryzykowne wyprawy? Czy takie poświęcenie jest konieczne, żeby zapewnić córce spokojne i dostatnie życie? Czy pogoń za majętnością wypełni pustkę i strach przed samotnością, którą czują oboje, lecz do której się przed sobą nie przyznają?
"Dlaczego tak pięknej dziewczynie żaden młodzieniec nie ofiarował jeszcze swojego serca?". Stary ojciec się martwił. Skrycie swój głód miłości hodowała także Elwika i okraszała go błyskotkami, sukniami i zazdrosnymi spojrzeniami lub innymi półśrodkami. Autorka baśni dołożyła wszelkich starań, żeby odmalować wiernie krajobraz zranionej duszy.
Anna Gibasiewicz posługuje się bogatą symboliką perły oraz archetypem podróży. Bohaterka i jej ojciec stają przed ostatnią szansą na odnalezienie swego szczęścia w życiu; upatrują ją, każde na swój sposób, w cennej perle spoczywającej w odległych głębinach. Oboje próbują wydrzeć naturze jej tajemnicę - animizacja świata przyrody zastosowana w Baśni o perle obrazuje obecną  w świecie walkę pomiędzy siłami dobra i zła. Natura może być wroga (kruk, osty, ciernie, oblodzone skały), ale może też i sprzyjać, błogosławić w odnajdywaniu siebie (bocian, słońce, księżyc, skowronek, sarna, wierzba). 
Zdobywając tę jedyną, upragnioną perłę bohaterowie nie czują się jednak spełnieni... klejnot działa jak krzywe zwierciadło, pokazuje tylko gorycz, stratę i łzy... bardzo trudno unieść taki ciężar.
Moment ten jest jednak decydujący w życiu Elwiki, jak żaden inny - kiedy traci prawdziwą miłość, oddanego przyjaciela i życzliwego jej człowieka, musi podjąć jedynie słuszną decyzję: szukać drogi, dać się zaprowadzić perle, dojść do miejsc swoich nieszczęść i niepowodzeń.
Jak kończy się ta historia? Którędy wiedzie duchowa podróż dziewczyny stającej się dojrzałą kobietą? Czy ta swoista baśń inicjacyjna może wnieść swój wkład w życie współczesnego dziecięcego lub nieco starszego odbiorcy?

Mogłabym Was zostawić z tymi pytaniami, jednak podpowiem jeszcze jak my przekuliśmy jej treść w formę zabawy, starym zwyczajem:)

Kiedy Władysław Kopaliński wydawał swoje 125 baśni do opowiadania dzieciom (Oficyna Wydawnicza RYTM 2009), kierował się jedną główną ideą swojego wyboru baśni z całego świata, aby móc je opowiedzieć dziecku własnymi słowami, słownictwem i stylem znanym dziecku z codziennych kontaktów z opowiadającym. Bardzo to znamienne, ponieważ współcześnie niestety zanika zwyczaj opowiadania dzieciom bajek na dobranoc. A przecież to dzięki tylko i wyłącznie takim aktom, ludowa mądrość mogła być przekazywana w niepiśmiennej formie, zanim w karby stylu ujął ją literat. 
W baśni stworzonej przez Annę Gibasiewicz dostrzegam wiele ze stylu mówionego, dzięki któremu opowieść rośnie w siłę, stara się budować napięcie lub oddać nastrój. Mam wrażenie, że trochę nam czasem brakuje podobnej opisowości, skracanej do bólu na rzecz gagów i sztuczek. Prosty, jasny i starannie wypracowany styl tej książki to echo dawnych, ustnych opowieści, które zasłyszaną historię przekazywały nie byle jak, ale w sposób zindywidualizowany, zachowując przy tym sedno przekazu.
Mam osobiste wspomnienia związane z moją cioteczną babcią Nelą, która wieczorem opowiadała mi bajki. Doskonale pamiętam z dzieciństwa całą plejadę starszych ludzi, którzy przychodzili do naszego domu, siadali na stołeczku lub krzesełku przy piecu i opowiadali historie. Moją wyobraźnią na zawsze zawładnęły wspomnienia mojej mamy, którymi dzieliła się z nami podczas burz szalejących za oknem, a do których wraca i teraz po latach.

Z tych wymienionych wyżej powodów sprzedałam swoją wersję Baśni o perle naszej dziatwie, z akcentem na działanie.
Skoncentrowaliśmy się na projekcie gry terenowej, której celem byłoby poszukiwanie skarbów właśnie.
Wymyśliłam jej fabułę i strategię w formie niespodzianki dla dzieci. Syn, zerkając mi przez ramię, i odgadując, że matka tworzy nieudolnie mapę babcinego podwórza, chętnie się przyłączył i uzupełnił rysunki. Ogród babci świetnie nadawał się do podchodów, ukrycia w nim zadań, wyznaczenia przeszkód czy tras do pokonania. Pełno w nim tajemniczych zakamarków i trudno dostępnych miejsc, jak choćby skalny ogródek na zadrzewionym pagórku nad stawkiem czy pnącza winorośli zwisające przy murze i ogrodzeniach.


W założeniu gra to przede wszystkim wspólnie spędzony czas a wyimaginowana podróż miała nas zbliżyć do bogactwa natury oraz dać impuls do kreowania świata. Do naszej zabawy przyłączyła się też urocza 9-latka, która nadała jej ducha przygody:)


Chciałam też, żebyśmy razem zwrócili uwagę na to, co najcenniejsze w najbliższej okolicy: rozłożysty orzech, studnia pełna wody, wydeptane ścieżki, czysta radość z sąsiedztwa lasu... Dlatego w każdym zadaniu spisanym na karteczkach pojawiły się krótkie (żeby nie zgasić poszukiwawczego zapału) polecenia lub propozycje zabaw przyrodniczych. Dzieciom udało się w tej szalonej gonitwie za 'skarbem' zatrzymać na chwilę, żeby poobserwować otoczenie, narysować widziane stworzonko, nazwać gatunki drzew i ich owoce.




Dopiero wtedy przekonywały się ile skarbów użycza nam natura ze swoich zasobów. Szyszka, kamień, kora - wszystko aż się prosi, by dotknąć, popatrzeć pod innym kątem, w innym świetle...






W wyznaczonych punktach porozkładałam wcześniej drobne, kolorowe skarby, które na koniec miały posłużyć do twórczej aktywności. Obowiązkowo były też słoneczne żelki na wzmocnienie strudzonych podróżników. Zachwyt budziły ważki i bielinki, przerażenie mrówki, które zajadle broniły swojego, coś rozległego w tym roku, terytorium. Za rogiem mogły czaić się różne niespodzianki: jak zmechanizowany potwór Beem Wu z rozdziawioną paszczą, którego omijaliśmy szerokim łukiem, ponieważ pluł jakimiś plastikowymi częściami i groźnie burczał coś na temat g* kupionych za grosze... ;)
Cóż, przynajmniej mogliśmy się naocznie przekonać, że skarb, to dla każdego coś innego...:)



Dla babci takim skarbem są artefakty znalezione podczas prac pielęgnacyjnych na działce. Lubię sposób w jaki wyeksponowała je na szczycie skalnego ogródka, w którym królują wyłącznie polny kamień i cyprysy, co rosną jak chcą.
Rozbite kawałki dzbanków czy waz mogłyby opowiedzieć niejedną historię.
Mała L. zachwycona porcelanowym ptaszkiem, który skądś odpadł.



Po zaliczeniu wszystkich dziesięciu punktów na mapie zabraliśmy nasze znaleziska pod altanę, gdzie dzieci od razu intuicyjnie zabrały się do kreatywnej zabawy. Powstawały tak radosne obrazki i twory, że ledwie nadążałam z aparatem:)










Czytając Baśń o perle zatraciłam granice pomiędzy światami, doświadczyłam na własnej skórze trudów wędrówki po szczęście, a co najważniejsze dla czytelnika, dostałam obraz pełnokrwistych bohaterów, którzy w baśniowej konwencji stają się często naszym alter ego. Zbyt dużym uproszczeniem byłoby powiedzieć, że ideą baśni jest przedkładanie miłości i szacunku do ludzi nad bogactwa.
Tytułowa perła symbolizować może znacznie więcej: także te spośród duchowych zalet, które są jak najbardziej pożądane, by stać się zauważonym, docenionym, spełnionym. Problem zaczyna się wtedy, kiedy nie potrafimy zaakceptować własnych ograniczeń i braków, kiedy myślimy, jak Elwika, że nie zasługujemy na czyjeś spojrzenie. Baśń Anny Gibasiewicz pokazuje, że każdy człowiek ma jakąś swoją perłę-ciężar, który powinien odrzucić, jeśli chce żyć pełnią radości.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję autorce.

26 maj 2017

Kółko graniaste

Zupełnie nie wiem jak i kiedy książeczka Joanny Pollakówny trafiła pod naszą strzechę, dość że napotykam ją raz w jednym stosiku książek, raz na regale, a innym znów razem w skrzyni ze starociami. Nikt się nie garnie do cieniutkiej oprawy skrywającej trudne ilustracje. Jednak wystarczy zaintonować którąś z przedszkolnych melodii, np. tytułowe Kółko graniaste lub Ojciec Wirgiliusz, żeby rozpoznać w wierszach Pollakówny znajomą treść. Dziecięce piosenki, wyśpiewywane niezmiennie od kilku już pokoleń, poetka adaptowała na grunt literatury. Oprócz nich autorka dotyka lirycznym piórem kilka popularnych, ruchowych zabaw podwórkowych, muska słowem dziecięce zabawy artystyczne, a także próbuje uchwycić zmienność natury. Wszystkie te zabiegi przypominają rodzaj tańca, balansowania na kanciastej bryle, tak jak na oładce książki. Tytułowy wiersz jest u Pollakówny kluczem do interpretacji sztuki dziecięcej i jej roli, którą odgrywa. Autorka sama interesowała się historią sztuki i pisała liczne eseje z tej dziedziny.

KAW 1975, wyd. II



Wypunktowując: po jednej stronie mamy pewną powtarzalność dziecięcej zabawy, mającej swoje źródło w słownym folklorze dzieci (znane nam ustne powtarzanki, wywołania czy wyliczanki, wypowiadane aż do znudzenia), korowód bawiących się, cykliczność zachowań kulturowych, pęd za zabawą, która równa się pędowi za życiem, taneczne wirowanie i kręcenie się niczym na karuzeli. Podobne elementy będą we wszystkich zabawach ruchowych, inspirujących poetkę do napisania wierszy Piłka i Berek
Patrz jak długo mogę! Dziecko odczuwa naturalną, dziką, potrzebę powtarzania wyuczonej czynności, która sprawia przyjemność, dzięki której ma się poczucie kontrolowania siebie. Wzmacniania swego ciała, wytrenowania swojej predyspozycji. Trwania tu i teraz w zabawie. Ileż razy mogę to obserwować:
 -Mamo, popatrz, tak umiem (i tu następuje popis: unoszenie nóg, schyłki, podrzuty, i inne wygibasy z zamysłem ćwiczone i naśladowane; a te pompki czterolatki na PKP były cudne ostatnio - J., i K. uściski!). Kółko graniaste jest właśnie takim najlepszym przykładem nie tyle wyreżyserowanej przez opiekuna pioseneczki, odtworzonej i poprawnie wykonanej przez dzieciaczki, ale w swej warstwie literackiej - o czym przypomina poetka, przekształcając treść zabawy na swój sposób - jest typowym deus ex machina, czynnikiem warunkującym zmianę, postęp. Koło, które ma kanty staje się wielokątem, nie może się w nieskończoność toczyć, zabawa nie może się nieznośnie przedłużać, musi nastąpić jakieś Bęc! I to nie jedno. Piłka, która wypada z rąk czy berek, który cię dogonił, generuje zmianę, przenosi nas o pułap wyżej. Bo można coś zrobić od nowa lub inaczej, coś dodając lub odejmując. Dlatego dzieci z takim oddaniem bęcają czy się to komuś podoba, czy nie;) 




Kraina Na Opak, tak jak kraina po drugiej stronie lustra, do której docieramy na różne sposoby, a dzieci głównie przez rozwirowaną wyobraźnię, pozwala widzieć rzeczy innymi. Powrót do rzeczywistości, nawet jeśli to bolesny kontakt z podłogą lub ziemią, jest zawsze czymś nowym, ponieważ zdobyte doświadczenia pozostają w "osobniku" (słówko zapożyczone od Lidulki) ugruntowane. 
Tak się złożyło, że nasza L. miała mieć następnego dnia taneczne występy z okazji Dnia Mamy i Taty. Mąż poprosił ją, żeby pokazała mu jak zatańczy, ponieważ nie będzie mógł być na przedstawieniu. Córka skwitowała wszystko śmiechem, oświadczając, że do tego są jej potrzebne chustki i dużo osobników, po czym odtańczyła przed tatą swój własny taniec pełen podskoków, obrotów, przewrotów, wymachów i rozbiegów od ściany do drzwi i z powrotem, a tak przy tym autentycznych, że zapierały dech. 






Anatomię ruchu, dziecięcej dynamicznej ciekawości, badania i poszukiwania w obrazie przekazał Jerzy Jaworowski.



Wiersz Dom z pudełka zawiera w sobie kwintesencję kreatywnego dziecka, które tworzy zajmujące go światy z tego, co ma pod ręką. Dom z pudełka - coś z niczego. Niezależnie od tego czy zabawa naśladuje rzeczywistość czy zmierza tylko w sobie znanym kierunku (jak w wierszu Malowanie), jest tym, co napędza rozwój. Świeża, odkrywcza, pełna śmiałości i naturalności jest wręcz niezbędna jak czyste powietrze.
Tektura i karton inspirują nieustannie. Foremne pudło dla dziecka posiada kształt niemal idealny. Małe i duże, każde na wagę złota:) Dajcie dziecku pudło i zostawcie je z nim same. Po jakimś czasie wróci do Was z nowym pomyłem, przeróbką, prośbą o pomoc przy udoskonaleniu inwencji... Zresztą, na pewno wiecie:):)
A oto podgląd na to, jak bardzo nasze dzieci uwielbiają pudełkowe zabawy:

                                       
 przenośny domek piętrowy na małe zabaweczki, zrobiony kiedyś wspólnie z L.

                                          kraina dinozaurów w pudełku Kacpra

                             pudełka-leśne domki na kasztany i inne skarby

                  książki artystyczne w pudełku, dziecięce opowieści i obrazki schowane w środku
                                           
                    pudełka - niespodzianki, najfajniejsze takie samodzielne od A do Zet (Lidka)

pudła sensoryczne - kraina koników (Kaja)

pudełkowa stacja

                           baza Star Wars w pudełku - wykonanie w całości Kacper

                     miasto; sklepy z pudełek: kwiaciarnia, księgarnia, warzywniak...


pudełka, w których wyeksponowaliśmy kolekcję kamyków z upodobaniem zbieranych przez dzieci 

       powstają też teatrzyki różnej maści i kalibru, przetwarzane wielokrotnie


Kółko graniaste Pollakówny, podobnie jak zaczarowane kółko Misia Uszatka, o którym opowiadaliśmy tutaj-zapraszam, znów zatoczyło dziejowe koło:) Jaki wnosi wkład w we współczesną twórczość dla dzieci? Czy jest reliktem swojej epoki a znana piosenka jest już maniakalnie wyśpiewywana w placówkach publicznych? Paradoksalnie, myślę że im więcej kółka o dziwnych, graniastopodobnych kształtach w literaturze dla dzieci, tym lepiej. Im więcej dziecięcego podejścia do bęcania, do kładzenia kolorów i linii, eksperymentowania ze słowem, tańcem, sportem, zabawą, śpiewem - tym ciekawiej, prawdziwiej. Trzeba wiedzieć, co właściwie wprawia to koło, chwytających się za ręce dzieci, w ruch. 
Z radością patrzę na nasze najnowsze pozycje na półkach i stwierdzam, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, ale co kolejne to dojrzalsze:)

Na sam koniec, odkrywcza zabawa dwulatki, która z dumą zwinęła swoje "kółko" i zawołała, żeby je nazwać i pokazać....

oraz ciekawa propozycja matematycznej zabawy (w książce pt. Liczymy na spacerze. Matematyka na każdą pogodę, Emma Adbåge, Zakamarki 2016)...



a stąd już niedaleko do heksagonalnego plastra miodu i praw rządzących w naturze czy języku opisującym ją...