Naszym dzieciom.


1 maj 2017

Karuzela

Wałkujemy Kubiaka dosłownie i w przenośni, głównie za sprawą kolorytu jaki oddaje jego poezja dla dzieci. Pamiętacie, jak mówiliśmy o tym, że ów poeta pisywał barwnie i żywiołowo dla małych czytelników? Potwierdza to jeden z wydanych w 1957 roku tomików w fantastycznym opracowaniu graficznym Adama Kiliana.
Nic to, że w oprawie introligatorskiej. Nic, że do cna spłowiały egzemplarz, ale wciąż jeszcze stał na półce w bibliotece. Zagadkowa książka, skrywająca kolorowe stronice, a na ich tle jakieś kreski, bohomazy, kolaże z wykorzystaniem gazety i starego zeszytu, kartki z kalendarza-zrywki, a nawet druczków pocztowych. Mowa o Karuzeli Tadeusza Kubiaka (Nasza Księgarnia, wyd. I, redakcja: Celina Żmihorska).


Kilian podszedł bardzo twórczo do treści wielu wierszy, które ogólnie dotykają istoty tego czym jest zabawa-ruch u dzieci. Kręcenie się na karuzeli w takt muzyki z katarynki, jazda na łyżwach i ślizg na lodzie, szusowanie na nartach, skakanie na skakance, puszczanie latawca, bieg, gonitwa przy wtórze śmiechu, grają tu pierwsze skrzypce tylko z pozoru. Poeta pokazał dość lirycznie, że ważny jest również ten niematerialny ślad zabawy, dźwięk długo wiszący w powietrzu i wibrujący przeciągle. Ruch i dźwięki idą tu w parze. Tam, gdzie pojawia się dziecko ze swoją zabawą i poznaniem otoczenia, tam w ślad za nim rysuje się kreska, jak za samolotem lecącym wysoko w przestworzach.
Próba uchwycenia tego zjawiska jest wyczynem karkołomnym. Dziecięca umiejętność przechodzenia przez fizyczno-emocjonalne stany skupienia jest porównywalna chyba tylko z prędkością światła:) A jednak poeta próbuje dogonić śmiejące się podczas zabawy dziecko; nawet wciela się w pierwszą osobę, przeżywa radość i gorycz zjazdu, skoku, upadku, lotu, gry i manipulacji skonstruowaną zabawką. Zapisuje swoje liryczne obrazy zanim znikną z pola widzenia:

Ten obłoczek różowozłoty
to ostatni, jesienny motyl.
Przyjrzyj mi się uważnie, córeczko,
jak frunie nad ścieżką, rzeczką...
Przypatrz mu się - bo jeszcze chwilka
i już nie będzie motylka.
(Wierszyk jesienny)

Obserwacja przyrody także nasuwa podobne wnioski: z lodu w deszcz, z deszczu w słońce, z wiatru w zamieć - istotna jest efemeryczność tych przemian. Dziecko umiejscowione na tym tle stanowi jednocześnie epicentrum zdarzeń i zostawia paradoksalnie krótkotrwały lecz uniwersalny ślad w historii.
Kubiak w duecie z Kilianem stworzyli coś niemal na kształt książkowego land art'u. Dla dziecka przestrzeń i ziemia są obszarem działań, na których zapisuje ślady swojej bytności, zabawy.
Naszym dzieciom podobały się zwłaszcza te ilustracje w książce, które zawierały plątaninę kresek, szusów i zjazdów. W rzeczywistości są im bliskie, ponieważ sami są na etapie świadomego i nieuświadomionego posługiwania się kreską. Propozycja poety, żeby narysować wrony na śniegu-białej kartce, to było ciekawe wyzwanie. A ślady kredek na kartce, ileż ich dostajemy dziennie? Obejrzyjcie, proszę, najpierw książkowe grafiki:






















Książka dostarczyła nam mnóstwa inspiracji do swobodnych, twórczych zabaw. Poruszając się z dziećmi od jednego do drugiego działania mogłam o wiele więcej wynieść z tej lektury. Mogliśmy wspólnie przechodzić od otoczenia domowego do naturalnego. Kolor, kreska, ślad zostawiony na płaszczyźnie oraz w przestrzeni poruszały naszą wyobraźnią i kierowały ją w różnych kierunkach, po to, żeby po raz kolejny zbliżyć ją do natury.
Oto, co udało mi się udokumentować i pozbierać  dla Was:

1.
Wałkowanie kolorowej kredy na tacce z solą nie tylko zabarwiło tę drugą i pozwoliło stworzyć oryginalny prezent. Czynność ta pozwoliła też przyjrzeć się rozdmuchanym śladom kredowego pyłu i pokolorować ten dzień i ciało w tęczowy sposób.

2.
Farby i woda. Tym razem użyte w kąpieli. Pozwoliły tworzyć zabawne rysunki, kropki i kreski. Do najciekawszych odkryć dzieciaki doszły polewając swoje ścienne malowidła wodą. Ściekające barwne krople były pilne śledzone. Szybko przechodziło się do abstrakcji. Kolory się mieszały. Wanna prosiła o pucowanie. Byłam zdziwiona, że im się to nie nudziło, kiedy dostawały nawilżające chusteczki i wdrażały skutecznie swoją polerkę. To była dla nich część zabawy. Kolejny ślad. Biały. Chusteczka wchłaniająca barwniki też była jednym wielkim śladem...;)

3.
Jakoś się złożyło, że w minionym czasie zrobiliśmy również inną kolorystyczną dekorację. Wybór kulek hydrożelowych nie był przypadkowy. Miały fascynować i poić roślinkę. Zainteresowanie dzieci kulkami przeszło najśmielsze oczekiwania. Dzięki temu, że dolewaliśmy do nich wody stopniowo, możliwe było podglądanie "na żywo" jak pęcznieją, fałdują i zmieniają się. Od początku łapki wędrowały do kuleczek i mieszały je doznając przemiłego uczucia chłodnej miękkości, opływającej dłonie. Ponieważ często widywałam ciekawe sposoby na podświetlanie kuleczek, zostawiliśmy sobie ich zapas do innej zabawy. Kolorową dekorację przemycamy do Kubiakowego tygla rozmaitości:

Dzieci są kolorowe,
błękitne i różowe,
i jak gwiazd jest ich tyle.
(Wakacje)

Dalej następują porównania do motyli, brzęczących pszczół i żywych iskierek, które do woli korzystają z uroków lata. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wykorzystać potencjał małych żelowych kulek, które super sprężynują podczas rzucania o podłogę, aby rozwinąć ciąg skojarzeń... A dla zmysłów zabawa przednia!


4.
Kolorowe ślady nieuchronnie zbliżały nas do tego, co najistotniejsze: ślad, to pierwotny kontakt, dotyk, radość obcowania. Nawet upodobane przez dzieci palcowanie wszystkiego dookoła;) No nie ma siły, żeby nie przejechało któreś palcem po rozsypanej mące, kurzu, rozlanym płynie czy innej substancji... (wpis o kulinarnym aspekcie zabawy w literaturze już chodzi mi po głowie od dłuższego czasu).
Przejrzałam prace dzieci bieżące i wcześniejsze, dziewczyny obecnie w tym celują, w utrwalaniu śladu na papierze. Przy trzecim dziecięciu się już prawie o tym zapomina, jakie to ważne. Te stosy gromadzących się karteczek. Co to za gryzmołki? Trzeba to uprzątnąć... prawda?! Tymczasem powstają całe zabazgrolone książeczki spięte przez nie zszywkami...

                                ślady na kartce (L., K.)

                                 ślad pojazdu, piłki w kolorowance, latawca czy kredek (2-latka) - to nie tylko próba wypełnienia pola w obrębie jakiegoś kształtu, to zintegrowana z mówieniem czynność i zostawianie swojego indywidualnego, ekspresyjnego śladu! Wystarczy go uwolnić z powierzchni kartki:)

                                 ślady w programie graficznym (Kacper)
                                     
                       ślady na ścianie - energiczne malowanie sprawiło całej trójce mnóstwo radości:)
ślady na mapie, zabawy z mapą za pomocą pieczątki - oznaczanie miejsc, w których byliśmy
ślady na ścianie kredowej: do istniejących 'zapisków' każde z dzieci dodaje coś od siebie


5.
 By odkryć ślady utrwalone przez zabawę i w zabawie jakoś naturalnie pociągnęło nas na dwór. Obejrzeliśmy każdy skrawek trawnika, ogródka i piaskownicy. To niesamowite ile rzeczy zapisują dzieci swoją bytnością w przestrzeni nas otaczającej. Dookoła cały podwórkowy alfabet: wytarta ziemia pod huśtawką, udeptana ścieżka na skróty, płotek z wikliny na ich własnych grządkach, usypany wał piasku, rozsypana garść kamyczków, odbita piłka, zryw rowerowego koła... Ja ze swojego dzieciństwa dodałabym jeszcze to bezustanne grzebanie patyczkami w ziemi - w ślad za mrówką, szkiełkiem, kawałkiem ceramiki, ceglanym odłamkiem + oczywiście moje ukochane kasztanowe zabawy (u Kubiaka wiersz: O kasztanowym koniku, koziołeczku i jeżyku).

Odczytując tę naszą przestrzeń przydomową jako obszar naszych twórczych działań spróbowaliśmy odnaleźć w niej ślady naszego autorstwa lub 'zapisać' w niej nowe. Obserwowaliśmy wschody trawy i kiełkujących nasion lub dreptaliśmy po wielkim, zakrzywionym sercu wyciętym na trawie przez tatę (był jeszcze napis MAMA czytany wspak;)
6.
A w terenie tropiliśmy ślady zapisane w przyrodzie. Dzieci z upodobaniem odkrywały pnie drzew ogryzionych przez bobry, przewrócone na dróżkę. Wynajdywały ciekawe okazy: muszle winniczka, skorupki ptasich jaj, objedzone z nasion szyszki. Zbierały patyki, rysowały na ziemi i wydeptywały swoje własne ślady na brzegu. Odciski zostawione na piasku przez pojazdy to cała gotowa mapa do odczytania, na której dodatkowo można zaznaczyć własne zagłębienia, dziury, ślady stóp, kolan i dłoni. Wystarczy się trochę... pokręcić;)

2 komentarze:

  1. Jak patrzę na ilustracje tej książki to jakbym przeniosła się w przeszłość... Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja się cieszę:) Karuzela niczym wehikuł czasu... robi swoje:)

      Usuń