Naszym dzieciom.


17 paź 2014

Uczta z krasnalem Hałabałą

To już jest chyba regułą, że kiedy czytam smakowite opisy ucztowania i jedzenia w ogóle, to moje ślinianki pracują wtedy pełna parą a mózg wysyła bardzo konkretne informacje do żołądka. Impuls jest tak silny, że zjadłabym wtedy konia z kopytami, ale najchętniej to właśnie przedmiot owego opisu.
Czasem to może nawet wydawać się zabawne, jeśli wziąć pod uwagę, że najczęstszą porą na lekturę od dziecka jest pora spania. Bo skąd u licha wziąć w środku nocy choćby kawalątek takiego pysznego ciasta z borówkami i nie pluć sobie w brodę o te parę kalorii? Na szczęście, sugestywny obraz jedzenia powoli schodzi na dalszy plan w miarę jak rozwija się wartka akcja - i to niezależnie od tego czy jest to powieść dla dorosłych czy bajeczka dla dzieci. Choć chyba te drugie dużo bardziej przemawiają do wyobraźni. Każdy na pewno chciałby się znaleźć na przykład na podwieczorku u Mamy Muminka lub skosztować obiadku u Borejków. Ale to historie dobrze znane i wielokrotnie przywoływane. Inaczej rzecz ma się z bardzo skromnymi ucztami, jak choćby ta u krasnala Hałabały, do którego w dodatku nikt z zaproszonych  nie zawitał i Hałabała ostatecznie musiał zjeść sam cały placek.


Lucyna Krzemieniecka, Z przygód krasnala Hałabały, Nasza Księgarnia 1975, wyd. XII (z naszej półeczki) oraz w zmienionej nieco szacie graficznej wydanie z 1985 roku, wyd. XIV (z wypożyczalni). 
Po raz pierwszy książeczka ukazała się w 1936 roku i miała przynajmniej kilka publikacji. W połowie lat 50-tych zilustrował  owe Przygody na miarę swego talentu Jerzy Srokowski dla Naszej Księgarni. Jednak następne rzesze dzieciaków poznawały tę postać głównie z lektury szkolnej, do której autorem rysunków, najbardziej rozpoznawalnych do dzisiaj, jest Zdzisław Witwicki.


My dalibyśmy się za to chętnie ugościć w jego wiewiórczej dziupli i to o każdej porze roku, a zwłaszcza teraz jesienią, kiedy leśne spiżarki aż uginają się od zimowych zapasów i innych smakołyków. Nawet "trochę przyswędzony i przydymiony" placek Hałabały, o "mocno borówczanym zapachu" wzbudziłby u nas ogromny apetyt.
Bardzo bowiem lubimy ten moment zakrzątania wokół domowych ognisk, wdychania zapachu aromatycznych przetworów, gromadzenia owoców lata i jesieni. Stąd opowiadanie o krasnalu i jego leśnych znajomych budzi naszą ciekawość i inspiruje do kulinarnych eksperymentów właśnie.
Bo jak tu nie oprzeć się wzmiance o mieszku wypełnionym orzechami laskowymi, o leśnym miodzie, albo o placku z rodzynkami u Baby Saby. Przy okazji dowiadujemy się, które ptaki odlatują do ciepłych krajów, które zwierzęta zasypiają na zimę, jakie zapasy gromadzi wiewiórka, a jakie ów poczciwy krasnal.
Razem z nim dzieci, już od wielu, wielu pokoleń, poznają pierwsze oznaki budzącej się po zimowym śnie przyrody.


Dlatego niezmiernie nam miło gościć sędziwego, ale młodego duchem, krasnala na naszej uczcie, podczas której upiekliśmy jesienne kruche ciasteczka. Nadaliśmy im kształty prosto z lasu, zafascynowani ilustracjami Zdzisława Witwickiego. Do jednych użyliśmy gotowych foremek, a do drugich własnoręcznie zrobionych szablonów z tekturki. Jedyną  wadą tych pysznych ciasteczek było to, że kolejne porcje znikały z talerza w bardzo szybkim tempie;)


Krasnal stworzony przez Krzemieniecką spotkał się z tak ogromną sympatią, że w 1959 roku powstał dziewięciominutowy film animowany z jego udziałem, pt. Wiosenne przygody krasnala Hałabały, wyreżyserowany przez Witolda Giersza, wyprodukowany przez Studio Miniatur Filmowych w Warszawie.
Mamy także adaptację na rzutnik wydawnictwa "Wspólna Sprawa" - od strony plastycznej bajkę ujmująco opracowała Danuta Donimirska.
Mama K., kiedy była małą dziewczynką chętnie oglądała program Domowe Przedszkole, w którym postać Hałabały w czerwonej czapce opowiadała przeróżne ciekawostki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz