Naszym dzieciom.


19 wrz 2015

Pan Tip-Top

Co robić, gdy wokół wieje nudą i pustką? Kiedy budzisz się rano i masz przed oczami stale ten sam widok: równinną pustynię, kreskę horyzontu i 333 jeziorka dookoła? Pan Tip-Top nie dość, że się okrutnie nudził na swej maleńkiej planecie, to jeszcze był strasznym samotnikiem. Byłby pewnie tak przeżył resztę swojego życia, gdyby nie pewien przełomowy dzień, w którym odważył się wreszcie zanurzyć w bajecznie kolorowym jeziorku.

Pan Tip-Top był bowiem pędzlem, a każdy pędzel musi malować - musi, bo inaczej się udusi - wiadomo.
Odkrycie swojej prawdziwej natury i swoich potrzeb wyzwoliło w Panu Tip-Topie zdumiewającą kreatywność. Zaczyna więc malować. Najpierw kropki i kreski, po prostu. Potem różne ich kombinacje.
A świat przez niego stworzony ożywa i staje się częścią jego planety: złote kropki gwiazd, las w jodełkę, kwiaty... Pan Tip-Top po raz pierwszy od wielu lat dobrze śpi, wypoczęty się budzi, podśpiewuje...
Nie wie, co przyniesie kolejny dzień, kolejny akt stworzenia (motyw genesis), jednak jego dzieła utwierdzają go w przekonaniu, że warto znów podjąć wyzwanie i malować.


Stworzone przez Pana Pędzla istoty domagają się towarzystwa: las pragnie strumienia i zwierzyny, kwiaty pszczół i ptaków, a morze potrzebuje ryb. Życie ciągnie do życia. Planeta Tip-Topa w niczym już nie przypomina smutnej i samotnej krainy, a on sam prowadzi długie i uważne rozmowy z nowymi mieszkańcami. To od nich dowiaduje się również o istnieniu Krainy Tam, miejsca, z którego może przywoływać wszystko, co piękne, cokolwiek sobie wyobrazi.





Wyraziste ilustracje Józefa Wilkonia zrobiły z tą książeczką Zbigniewa Żakiewicza to samo, co Tip-Top ze swoją planetą. Stworzyły ją na nowo i w pełni. Te historie nie mogą nie iść w parze. Złote kropki. Mozaikowy wąż. Tygrys trochę w cętki, a trochę w paski. Istoty wywoływane z niebytu, z jakiejś czarnej kosmicznej dziury, uświadamiają doniosłość pradawnego aktu, o którym traktują niemal wszystkie człowiecze mitologie, aktu stworzenia świata. 

Nasza Księgarnia wydała tę pozycję niezwykle starannie (my korzystaliśmy z pierwszego wydania z 1982 roku; warto wiedzieć, że Wydawnictwo Bajki-Grajki dokonało w 2009 roku w całości jej przedruku - całkiem słusznie, zważywszy na jej walor poetycko-dźwiękowy).
Osobiście zachwyciła mnie szata graficzna książki: barwne tło tekstu jest doskonałą przeciwwagą dla ilustracji, z której wyłania się kolejna stworzona postać, będąca jakimś nośnikiem znaczenia.
Jak szkiełka w kalejdoskopie, tak układa się, strona po stronie świat Tip-Topa. Jeden ruch pędzlem i można z konia zrobić zebrę. To tylko zwiastun nieograniczonych możliwości stwórczych.
Treść zanotowana kursywą odsyła mnie myślą do dawnych archetypicznych przekazów i podań, które w toku dziejów stawały się inspiracją tak dla badaczy starożytności, jak i dla twórców kultury.

Nasze maluchy polubiły Pana Pędzla, za dobrą zabawę, którą im zaoferował.
Kierowaliśmy się, jak zawsze, intuicją, ulubieniem prostoty i niespieszeniem w czasie.
Podobnie jak bohater książeczki korzystał w swej twórczej pracy z rzeczy mu bliskich, tak i my posiłkowaliśmy się tym, co w Chatce jest w zasięgu ręki.
Przed lekturą jeszcze okazało się, że w dziecięcych zasobach pomieszkują sobie jacyś krewni Tip-Topa, ot, ciut mniejsi i nie tacy znów chudzi, ale z rzecz jasna z czupryną!
Lidka zafundowała im orzeźwiającą kąpiel w kolorowej brei:)





Po odrobinie szaleństwa można było zacząć ćwiczyć zmysł równowagi.
Chodzenie tip-topami po szarfach bywa zabawne.



Bohater Żakiewicza niewątpliwie swą bujną fryzurą odcisnął trwały ślad w swoim otoczeniu.
Zabawa w stawianie pieczątek ze śladów zwierząt, figurek i co wpadnie w łapki może być próbą uchwycenia krok po kroku procesu twórczego.




W każdym człowieku bez wyjątku kryje się pragnienie, by to, co tworzy - choćby tylko w codzienności - było namacalne. Świat namalowany przez natchnionego Pędzla Tip-Topa świeci, szumi, brzęczy i drga. Nawołuje i nuci kołysanki. Szepce, nęci, a nawet chrapie...
Można nie tylko go podziwiać, ale traktować jako partnera do rozmowy - to ważna lekcja szacunku do otaczającego nas świata.
W zabawie podjęliśmy też próbę stworzenia naszego kawałka świata. Synek zaproponował zrobienie gwiazd, potem ryb. Użyliśmy foliowych worków jako tła, uzyskując (w przekonaniu mamy) głębię nocy i efekt rozmytej wody;) Dzieciom spodobało się szeleszczenie folii, przyklejanie nań samodzielnie wyciętych elementów. Gwiazdki na niebie zaświeciły nam różnorodne, oddziałujące na zmysł dotyku i wzroku: z żółtego kartonu, filcu, pianki, fosforyzujące, z tkaniny w żółtą krateczkę. Ryby synek wycinał z papieru samoprzylepnego i z  tekturki falistej, którą ozdabiał cekinami. Całość rozpięliśmy na ścianie. Nasze niebo prawdziwie świeci wieczorną porą. Wystarczy też rzucić nań światło lampki lub projektora, by działy się na nim kolejne akty... A to już zależy od tego, co wyobraźnia podpowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz