Naszym dzieciom.


11 lip 2016

Idzie wiosna

Lato za pasem, a my po pas w zaległościach. Nic to. Dziś będzie trochę o budowaniu domu, niecodziennie, bo w bliskości z naturą właśnie. Książeczka poniższa towarzyszy nam praktycznie od wczesnej wiosny. Poezję dzieciom przemycam mimochodem, pozostałe treści oglądamy, dyskutujemy i przerabiamy.

                                                        Nasza Księgarnia 1986, wyd.I

Tytułowy wiersz Józefa Ratajczaka otwiera zbiór nostalgicznych utworów poświęconych prawie w całości przyrodzie - tym bardziej pociągającej, bo zmieniającej się w cyklu dobowym i rocznym. Nie są to jednak takie całkiem zwyczajne wierszyki o wiosence, słońcu, deszczu... Pozwalają one młodemu czytelnikowi na przechodzenie kolejnych stopni wtajemniczenia. Na spotkanie z niewidzialnym. Zbiorek stanowi rodzaj kładki, po której wędrowiec może dochodzić do niedostępnych w codzienności miejsc na mapie dynamicznej natury.
Liryka Ratajczaka jest totalnie zatopiona w zjawiskach, o których traktuje. Każde słowo to poetycki gest i ukłon w stronę przyrody. Podmiot mówiący w wierszach jest przesiąknięty zielenią, scalony z roślinnością, zanurzony w ciszę - naturę uważa za swój najcenniejszy dom. Często dosłownie. Podstawowym budulcem są kwiaty, główki piwonii czy róży, a także korony drzew.

Na ściany zużyję drzewa,
na dach koronę z gniazdem ptasim.
Ściany zaczną szumieć, sufit śpiewać,
mech pod nogi rozścieli atłasy.
(...)

(Leśne wakacje)

Głęboka jedność ze światem powoduje wewnętrzną przemianę, sprawia, że podmiot nie tylko poznaje i doświadcza, ale rozszerza się w nim świadomość bycia w kontakcie, świadomość napełnienia i ubogacenia się.

Leżę w polu niczym pole
od topoli do topoli,
pełen kwiatów, pełen łąki
i wysoki jak obłoki.

Kwiaty w oczach, w kwiatach błękit,
trawa łasi się do ręki.
pszczoły lecą do mnie czule,
jakbym łąką był lub ulem.

(W polu)

Tylko taka perspektywa daje poecie prawo do bycia powiernikiem i tłumaczem przyrody. Zadanie trudne niezmiernie. Przełożyć te wszystkie doznania: szumy, trele, powiewy, zapachy, cienie, echa na zrozumiały język (np. Dęby).
Oznaki budzenia się przyrody i oznaki jej wzrostu czy przemijania tworzą swoisty alfabet, który jak się okazuje można poskładać w proste znaczenia (np. Nauka czytania, Liście jak listy). 

Ukryte treści w lirykach Ratajczaka zdumiewająco przełożył  natomiast na język kolorów i gam
Józef Wilkoń.
Ilustracje dopełniają wrażenia jedności i zespolenia omówionych zjawisk. To kompilacja wielowymiarowa, scalająca makro- i mikrokosmos w jeden byt. Nie bez znaczenia jest także próba sportretowania osoby mówiącej w wierszach. Spójrzcie na wybrane obrazy:







Siła natury jest tak magnetyczna i fascynująca zarazem, że stąd już tylko krok w stronę baśni. Dlatego zrozumiałe wydaje się umieszczenie w tym tomiku również wierszy z pogranicza  jawy i snu, dnia i nocy. Kilka z nich mieliśmy okazję  już poznać  - w książeczce  Chochołowe wesele.
Ilustracje Wilkonia specyficznie pokazują ów tajemniczy aspekt pory, w której wszystko wydarzyć się może.
Mrok jest tą tkanką, misternie utkaną jak pajęczyna, która przerzuca kolejne mosty do świata wyobraźni:





Idzie wiosna zainaugurowała u nas zabawy z udziałem kwiatów. Były roślinne dywany, kwietne mandale, plecione wianki na skroń - zajęcia, które z powodzeniem mogą znaleźć swoje przedłużenie w lecie, i na pewno znajdą. 
Zabawy, które nieodłącznie kojarzą mi się z dzieciństwem. Był czas, że sama zbierałam płatki piwonii, a wcześniej jeszcze przebiśniegi i fiołki, zakładając z nich wodne ogrody w talerzu wypełnionym wodą, ustawiając przy nich wiosenne pocztówki...
Oto garść zabaw zgłębiających "nowe światy", których ideą ( o ile zabawa ma takową) jest zanurzenie w zieleń!

1. Tegoroczny Festiwal Kwiatów i Sztuki na Zamku Książ pozwolił na podpatrzenie florystycznych mistrzów. To była prawdziwa feeria barw, niezwykłych aranżacji i kompozycji. Uczta dla oczu, pełna nietrwałego przecież piękna. O tym, że jest coś niezwykłego w przekwitających kwiatach Ratajczak wiedział doskonale. Festiwalowi twórcy włożyli mnóstwo starań w to, aby zwiedzający mogli sycić oczy kwiatami przez parę dni.
Również to ogromna inspiracja, aby sztukę tę przetwarzać dziecięcymi dłońmi. Ja podpatrywałam nasze dzieci:
Badanie gładkości płatków. Obsypywanie dookoła siebie. Rozrzucanie i sucha kąpiel w płatkach. Dmuchanie w nie.
Wyścielanie wzoru z płatków róży, niczym żywego dywanu. Podpatrywanie starannie wypielęgnowanego klombu, pośród którego można by się przechadzać iście po królewsku.





2. Kwiatowe układanki L. na wodzie oraz K. na piasku. Kiedy płatki same opadają, aż kusi żeby je zbierać i zbierać... to podstawowy budulec wielu zabaw.




3. Któraż kobietka nie lubi stroić się w kwiaty? Korale z jarzębiny to klasyka, a broszki z ostu, która dziewczyna robiła?

Spotkałem wiosnę. Wieńcem
oplotła mi zaraz ręce.

We włosy wplotła mi zioła
i trawy, co rosną dokoła.

W oczy rzuciła stokrotki,
(...)

(Spotkanie)




4. Łąka i jej bezkres sama nęci. Nie trzeba zachęcać. Zanurzenie w trawę to czysta przyjemność. Interpretowanie w ten sposób poezji Ratajczaka również:) Wnikanie w istotę zjawisk wyraża się w dziecięcym poznaniu, werbalizacji odczuć, w spontanicznych akcjach.





Przypomina się w tym miejscu ekspresyjna zabawa w rzucanie sianem sprzed sezonów. Zabawa wychodząca na przeciw potrzebom dziecka i zarazem nasza ilustracja Ratajczakowskiej wizji.





 5. Skarby łąki można też utrwalić w suszu. Co za radość potem otwierać szeleszczące strony gazet i obserwować roślinki, którym przedłużyło się żywot.
Dzieciaki z zapałem tworzyły własną kompozycję zielnika, przyklejając poszczególne okazy taśmą na kartonowe pudełko w roli ramki.



6. Gdy jesteśmy w terenie naszą uwagę przyciągają pajęczyny. Obserwując raz jedną z sieci utkanych pomiędzy sznurami huśtawki byliśmy niezmiernie ciekawi czy potrafilibyśmy też taką pajęczynkę upleść. O ile robienie z trawy bransoletek i wianków nie stwarzało dzieciom dużych problemów, to już musieliśmy przyznać, że pajęcze domy to wyższa szkoła jazdy. Trawa rwała się przy wiązaniu na supełki a sieć rozłaziła. Nie darmo przecież pajęcza nić się snuje...
Trzeba było spróbować znów metody układanki. Tu źdźbła okazały się rewelacyjne.
Poprzycinaliśmy je na odpowiednią długość i próbowaliśmy odwzorowywać rozkład pajęczych nici.
Przy okazji wyszło nam parę metaforycznych porównań - do labiryntów i sieci dróg. Układanie źdźbeł to też ćwiczenie precyzji ruchów, koordynacji ręki i oka, ale prosty sposób na zabicie nudy.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz