Naszym dzieciom.


26 lis 2015

Na straganie

Na straganie w dzień targowy
Takie słyszy się rozmowy:







Finał tych rozmów znamy doskonale:


A powyższa zabawa zwieńczyła nasze kilkutygodniowe zwlekanie z oddaniem książeczki do biblioteki. Dzieci najwyraźniej polubiły duet Brzechwa - Butenko i niechętnie chciały się z nim rozstać. Nauczyły się fragmentów wierszyka na pamięć i często odgrywały poszczególne scenki pomiędzy sobą. Syn zmotywował mnie, żeby uszyć im obiecane warzywa do zabawy. Zaczęłam kiedyś od dyni i stanęłam w miejscu, ale Kacper intensywnie eksplorując książeczkę namawiał mnie kolejno na buraka, marchewkę, szczypiorek... Chętnie oboje włączali się przez wypełnianie 'uszywek', docinanie i własne aktywne przedpremierowe pokazy, na które dostawaliśmy z mężem najlepsze wejściówki;)





Na straganie Jan Brzechwa
Opracowanie graficzne: Bohdan Butenko 
Nasza Księgarnia 1974, wyd. V










Znalazłam także jedne z pierwszych, wydumane przez K. interpretacje warzywnych ilustracji z książeczki; zanim poznał treść wierszyka i bawił się puentą tekstu, bawił się już satyrycznym wydźwiękiem obrazków:

Pan Ziołowy majtał swoimi zielonymi piórami, a pietruszka dyndała liściami i chciała dosięgnąć zielony księżyc. Co?! Zielony księżyc? (Śmiech). Pani Cebulka ma niebieskie oczy, a Buraczek nie ma mszycy we włosach (...) leży na brzuszku i liście ma jak ogon. Koperek łaskocze szczypiorka długimi, zielonymi wąsami, a groszek pcha rzepak, który ma korzonki w butach...

Podobne, typowe 'niedorzeczne' dziecięce gadanie było twórczą materią  dla wielu autorów poezji dziecięcej dwudziestego wieku. "Swary głupie" wydają się to potwierdzać.

Dziecięca metoda opisywania i nazywania świata ucieka się do budowania okresów, w których rzecz się dodaje do rzeczy, cecha do cechy, czynność do czynności według dwóch ciągów skojarzeń: semantyczno-logicznych i brzmieniowo-językowych. Tak jest zresztą i w ludowym folklorze: w bajce, w piosence. (...) Mówienie, w którym mechanizm potoku narracji, nieograniczona swoboda skojarzeń wyzwala się spod kontroli myślenia docelowego, zracjonalizowanego, prowadzić może do mówienia, które nazywamy "co ślina na język przyniesie", a co w praktyce mówienia dziecka może być, choćby i niezamierzonym, ćwiczeniem samej sprawności mówienia, radości z opanowania mechanizmów artykulacyjnych mowy, zasobu słownictwa, a może i przeżywaniem estetycznym, nazwaniem i opisaniem świata w sposób poetycki.

(Jerzy Cieślikowski. Wstęp do Antologii poezji dziecięcej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo 1980)

Jak świat światem, a Brzechwa Brzechwą, nutka pouczenia jednak być musiała w utworze. Co więc dzisiaj nam zostaje z tego powaśnienia warzywnego? Dylematy w stylu czy 'marchewka też chce żyć' zostawiamy komu innemu. Nas interesuje najbardziej to, co powiedział powyżej znany badacz dziecięcej podkultury. A postulował on przede wszystkim, żeby utwór pisany dla dzieci wręcz zmuszał małego czytelnika do jego aktywnej percepcji, do własnych poszukiwań, do niejako reprodukowania tekstu samym sobą, co służyć ma współtworzeniu kultury i społeczeństwa. Jest to możliwe kiedy książka (słowo/obraz) i dziecko są blisko.

Ponadto, Cieślikowski podkreślał, że również i tekst dawny może stwarzać przestrzeń do kontaktu dziecka z poczuciem przemijalności czasu historycznego i niepostrzeżenie uczyć zmiennych zachowań i sposobów myślenia w tym, co ważne i niezmienne.

Dlatego pewnie dokonując czytelniczych wyborów, my: współcześni rodzice i dzieci, odrzucamy i to co przejaskrawione, przeróżowione, i to co zwulgaryzowane w pseudo-mowie dziecięcej. Z czystej troski, żeby nasze dzieci nie ginęły (w zupie), ale ocaliły, to co najtreściwsze w ich dzieciństwie i człowieczeństwie. Chcemy wydrzeć nasze dzieciaczki ze szponów reklamy, konsumpcjonizmu, chaosu  (lub warzywnego bigosu). Nie chcemy, żeby były przekupne i krzykliwe (jak przekupki z targu) ani felerne. Cieszymy się, że wielu wydawców to rozumie i chętnie zagląda nam do portfeli, nie cieszymy się natomiast z faktu, że brak nam kapusty na wszystko;) Jedyna rada, to posłuchać jakowejś mądrej głowy, która doradzi, co wybrać...

I im bardziej utwór literacki jest mocny, artystycznie samodzielny, tym bardziej to on określa, wskazuje kierunek i rodzaj jego artykulacji (...) tym bardziej jego dziecięcy odbiorca musi szukać i znajdować środki własne, adekwatne poetyce utworu poetyckiego. (Cieślikowski)

Nasze domowe czytanie, to także kłótnie: o miejsce przy mamie, o to którą książkę teraz, o kolejność w przedstawianiu, dobieraniu środków. Mimo to miło, jednak z pewnym zapleczem literackim, poobserwować tę codzienną, żywą dziecięcą polemikę i dochodzenie do celu. Nawet, jeśli mama po tych 'swarach' przypomina pobladłą pietruszkę i załącza się w jej głowie poetycko-naukowy bełkot oraz przypomina sobie późnym wieczorem, że oto już czwarta akcja z Przygodami z książką ;) Pozdrawiam!


Print

Co zgotowali inni uczestnicy projektu?

3 komentarze:

  1. Jak zwykle można na Was liczyć jeżeli chodzi o piękne wydania:) Zapatrzyłam się. A stragan? Wspaniały. U nas ciągłe zabawy w księgarnię i tam też często swary głupie :) Tymek doradza, klienci nie mogą się zdecydować, a to za tanio (Tymek wszystkie książki sprzedaje po trzy złote), to znowu księgarz nie obsługuje, bo sam się zaczyta i tak w koło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobrażam sobie ten wesoły gwar i ruch w Waszej księgarni:) U nas zwykle idzie wszystko za piątaka:)

      Usuń
  2. Wow! Jakie rewelacyjne wydanie "Na straganie"! Moja Zuzka miała okres, że chciała w kółko słuchać właśnie tego wierszyka, a ja nie pomyślałam, żeby do naszego niemałego przecież kompletu filcowego jedzonka uszyć jeszcze warzywa występujące u Brzechwy... Dziękuję za inspirację! Na pewno naprawię ten błąd. :)

    OdpowiedzUsuń