Naszym dzieciom.


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Badalska Wiera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Badalska Wiera. Pokaż wszystkie posty

11 lis 2015

Przepraszam, smoku

Jak to jest, że mała L. wciąż gdzieś nosi ze sobą te bajki-poczytajki, a starsze dziecię uważa je za najfajniejsze ze wszystkich, bo bardzo poręczne, a tu na blogu wciąż o nich tak mało?  Musimy zdecydowanie to nadrobić. Przecież opowiastki z powszechnie lubianej serii Poczytaj mi mamo, stanowiły również integralną część mojego dzieciństwa. Pierwsze przygody z czytaniem. Szkolna biblioteka. Odbijanie ilustracji przez papier śniadaniowy na szybie...
W niektórych starszych egzemplarzach, które odzyskuję z niebytu, do dzisiaj zachował się ślad długopisu odwzorowującego kontur postaci, najpewniej przez kalkę. I choć szkoda czasem pozakreślanych stronic, to uśmiecham się do tych wspomnień i śladów pierwszego kontaktu dziecka z lekturą.
Seria ta budzi pozytywne emocje zarówno u małych dzieci, jak i ich rodziców. Pociąga w niej przede wszystkim uniwersalna koncepcja czytania wspólnie z dzieckiem, co jest gwarancją dawania sobie czasu na bycie razem.

U nas na topie Przepraszam smoku Wiery Badalskiej (Nasza Księgarnia 1982, wyd.II) To odwołująca się do dawnych legend rycerskich historia o groźnym smoku i, uwaga, niezwykle uprzejmym rycerzu, który w kulturalny sposób rozprawia się z gadziną.
Przesympatyczne ilustracje Marii Uszackiej dodają "poczytajce" wigoru.








Na dokładkę serwujemy sobie zabawną historyjkę, dla odmiany, o łagodnym smoku, który ani myślał zjadać owce, zionąć ogniem czy wdawać się w bójki. Wręcz przeciwnie, ten bohater nie skrzywdziłby nawet muchy, za to bardzo lubił spać i zjadać łakocie. Potrafił nawet zaprzyjaźnić się z małym chłopcem. Cóż z tego, skoro lud postanawia się go jednak pozbyć?
Bajkę tę, na podstawie utworu Kennetha Grahame'a napisał Lesley Sims, a znajdziecie ją w zbiorze pod tytułem Bajeczki do poduszki (Wydawnictwo Olesiejuk 2011). Tłumaczyła Katarzyna Wężyk.
Satyryczne obrazki (Fred Blunt) miały wzięcie wśród naszych pociech, mających za moment przeobrazić się w miłych rycerzy lub miłe smoki  (i na odwrót).






Rodzeństwo zgodnym chórkiem odrzekło, że smok ma być koniecznie groźny. Zabraliśmy się do dzieła, by i tym razem, z tego co zachomikowane w domu, stworzyć zielonego potwora.
Użyliśmy kartonowych pudełek na głowę i korpus, owijając je zielonym papierem pakunkowym (nie polecam ze względu na krótką żywotność, chyba, że o to właśnie chodzi, by smoka pokonać;)
Wykonanie smoka nie zajmuje sporo czasu a przyjemność zabawy jest zapewniona. 

Oczy z nakrętek, grzbiet i ogon z brystolu. Języki ognia z pociętej przez syna pianki i już:



Podobnie gładko poszło ze zbroją rycerską, karton to podstawa. Syn miał tu wolną rękę, a tato pomógł wyciąć miecz z grubszej tektury. Posypały się zamówienia na dodatki. Przy koniu jednak wyhamowaliśmy trochę;) Został więc rycerzom ten na biegunach:)

                                                                  Rycerz Oko smoka



Najpierw smokiem zajęła się czule Lidia. Przytulała. Fruwała z nim. Sprawdziło się również: - Dzień dobry, smoku!  - podczas wspólnego śniadania. W paszczy smoka lądowały chrupki zbożowe i serwowano mu herbatkę w filiżance.


Los jednak przeznaczył go do innych zadań. W ferworze walk ojcowsko-synowskich oraz kuzynowskich smok stracił jedno oko, potem odpadł mu ogon, aż wreszcie padł śmiercią tragiczną.
Pozostaje mi tylko powiedziec w tym miejscu: - Przepraszam, smoku. Następnym razem chyba cię ... uszyję;)


****
Rozmowa matki prasującej z synem:
- K., zanieś swoje rzeczy do pokoju.
- Ale ja nie jestem miłym rycerzem!
- Hmmm, zaraz ja nie będę miłą mamą.

****
Wpis zbierający wszystkie posty uczestników projektu TUTAJ


Print

15 wrz 2014

Krasnalkowe eksperymenty

To jest krasnal Gapcio. Nie ma wąsów, brody...
Będzie on miał różne zabawne przygody.


Tymi słowami Wiera Badalska zaprasza do lektury książeczki pt. Przygody Gapcia (nasze wydanie: Nasza Księgarnia 1986, wyd. I). Wesoła opowieść o krasnalku, który stale popadał w tarapaty, wywołała uśmiechy na naszych twarzach. Pomiędzy wersami można oczywiście doszukiwać się tu moralizatorskiej nuty, osnutej wokół nieco "gapiowatego" chłopca, a piętnującej jego wady i niewiedzę co do różnych zjawisk zachodzących w naturze. Krasnal bowiem bądź to zmaga się z wiatrem, z przeciągiem, bądź z topniejącym lodem i śniegiem, z którego chce ugotować kaszę. Innym razem fascynuje go tęcza na niebie 
i chętnie uszyłby sobie z niej palto. To znów szuka ziemniaków na górnych pędach, wśród liści. Mimo to, ma jednak wielu leśnych przyjaciół, którzy zawsze śpieszą mu z pomocą.

Ilustracje książkowe: Zdzisław Witwicki






Naszym zdaniem trzeba mieć jednak odwagę, by uczyć się na własnych błędach, nawet, jeśli te wydają się czasem śmieszne. A trzeba przyznać, że Gapcio był niezwykle ciekawy świata i ten jego głód przygód wpędzał go w najróżniejsze zadziwiające sytuacje. Można nawet stwierdzić z całą pewnością, że krasnalek był po prostu eksperymentatorem, który poszukuje nowych doświadczeń i bada je, by przekonać się jak to jest...
Dlatego czujemy, że jest tak bliski naszym ciekawskim i wszędobylskim maluchom:)

Wobec tego zabawiliśmy się w robienie eksperymentów. To nowe trudne słowo przyjęte zostało ochoczo, jak i rezultaty naszych dociekań.

Najpierw chcieliśmy się przyjrzeć topniejącym kostkom lodu, które jednego dnia zrobiliśmy sobie sami w silikonowej foremce. Dodatkowo zatopiliśmy w wodzie mrożone owoce, kolorową posypkę do tortów, a nawet tic-taca. Inne kostki powstały z zamrożonego soku. Tym sposobem wyszło bardzo kolorowo:



Drugiego dnia przygotowaliśmy szklanki z czystą, chłodną wodą i kolejno wrzucaliśmy do nich nasz lód. Oto co zaobserwowaliśmy:)
- lód jest zimny, woda mokra
- kostki lodu rozpuszczały się powoli w wodzie  - topniały
- kolorowe cukierki zafarbowały lód, a potem wodę w szklance
- podobnie kostki z soku i te z owocami topiąc się barwiły wodę
- nasz lód z owocami topił się najdłużej


Kolejnym eksperymentem była również zabawa z tęczowymi kolorami.
Wycięliśmy z bloku technicznego okrąg, którego wewnętrzne pola K. pomalował odpowiednio kredkami według instrukcji. W środek zatknęliśmy ołówek i dalejże kręcić nasze kółeczko.



Okazało się, że kolory wprawione w ruch nie są już tak wyraźnie widoczne jak przedtem, a nawet zlewają się w jeden. Przypominała nam się zabawa wirującym bąkiem - tu także kolory znikały, kiedy zabawka kręciła się bardzo bardzo szybko po podłodze.

Pechowy Gapcio skłonił nas do jeszcze jednego doświadczenia z udziałem balonika.
Chcieliśmy sprawdzić, co się stanie kiedy na przykład potrzemy mocno powierzchnię balonu o ubranko.
Przygotowaliśmy sobie serwetkę, którą następnie porwaliśmy na małe kawałki oraz odrobinę cukru.



To było dopiero ciekawe zjawisko - balon potrafił przyciągnąć cukier i kawałki serwetki, jak magnes:)
Podobnie, choć nieco gorzej, zachowywały się plastikowe jajeczka, mocno potarte o spodnie.

Sprawdzaliśmy też jak unoszą się piórka, kiedy na nie dmuchamy. Parę z nich umieściliśmy pod otwartym oknem tarasowym, a następnie otwierając drzwi zrobiliśmy przeciąg. Kacperek był zdziwiony, że piórka nie wyleciały  na zewnątrz domu, ale podmuch wiatru wessał je do pokoju.

Eksperymenty ze znikającymi kolorami i magicznymi balonami zaczerpnęliśmy z tej oto książeczki Angeli Wilkes, wydanej przez Polską Oficynę Wydawniczą "BGW" z roku 1991.