Naszym dzieciom.


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proces twórczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proces twórczy. Pokaż wszystkie posty

21 mar 2018

Zaproś książkę do lasu! Projekt blogowy z okazji Międzynarodowego Dnia Lasu 2018

Taszczycie ze sobą książki do lasu? Nie tylko przewodniki i leksykony, ale książki do poczytania na świeżym powietrzu? Czy czujesz się w lesie na tyle bezpiecznie, by odpłynąć swobodnie w ulubioną lekturę? Przyznaję, że tej ostatniej opcji nie próbowałam, przynajmniej podczas samotnego przebywania w lesie - mogłabym zupełnie stracić kontakt z rzeczywistością;) Może też dlatego, że las lubię przemierzać, iść ciągle przed siebie, albo zataczać spore koła.
W dzieciństwie dużo czytałam przebywając na dworze, lokując się gdzieś w cieniu drzew w ogrodzie czy sadzie, mając ścianę lasu nieopodal. To było  kolejne, niezwykłe doświadczenie wolności, zaraz po różnych dziecięcych aktywnościach ruchowych w naturze. Z tego powodu, tak często jak to możliwe, zabierając dzieci do lasu czy w plener - bierzemy ze sobą jakąś książkę, ot, choćby dla towarzystwa! Nigdy nie wiadomo, co akurat nas zajmie na bardzo długo, ale duch książki jest z nami obecny. 
Książki dla dzieci to jednak coś całkiem innego. Ich krótka zazwyczaj formuła pozwala na czytanie przy szumie drzew, śpiewie ptaków i trzaskaniu pojedynczych gałązek:) No i dzieci nie zawsze chcą iść, a już na pewno wolą się co rusz zatrzymywać i nad czymś pochylać, rysować patykiem po ziemi lub zbierać swoje skarby. A kiedy potrzebują odpoczynku, warto przemycić im do słuchu fajne treści, zwłaszcza takie o lesie i przyrodzie w ogóle:)
Zresztą, mówi się, że ściany mają uszy, a jakże. Las też je ma. Może jesteśmy trochę winni to drzewom, żeby ściszyć głos i przeczytać im zajmującą historyjkę, tak by wszystkie soki krążyły w nich żwawiej? Tak z wdzięczności i z troski.
Jestem przekonana, że mówienie do roślin nie wynika wyłącznie z ich antropomorfizacji, ale z jakiejś głębszej potrzeby poczucia wspólnoty z naturą. 
Drzewa porozumiewają się ze sobą znanym sobie kodem, dzięki czemu mogą żyć w swoim naturalnym środowisku. Wierzę, że od jakości komunikacji człowieka z przyrodą zależy to, jak długo będzie ona trwała, odnawialna i żywa.

Jak często zdarza Wam się przynosić las do domu, naszego otoczenia, przedszkola czy szkoły? Korzystamy z jego zasobów w bardzo szerokim zakresie, w przeświadczeniu o  edukacyjnej i wychowawczej roli leśnych darów, o dobrym ich wpływie na naszą psychiczną kondycję. 
Zróbmy też coś na odwrót i zaprośmy książkę do lasu, do jej macierzy:)

Po to by Was zachęcić do czytania dzieciom na łonie przyrody, a w szczególności w otoczeniu leśnej scenerii, proponuję Wam dzisiaj, w dniu Międzynarodowego Święta Lasu, zabawę blogową pod hasłem jak w tytule posta. 
Zabawa jest skierowana do chętnych osób, posiadających bloga lub inną platformę w sieci o tematyce bliskiej wychowaniu dziecka w bliskości z naturą, bliskiej czytelniczym zamiłowaniom, artystycznym ciągotkom czy innym zainteresowaniom, którym to hasło nie jest obojętne. A jeśli nie prowadzisz takiego miejsca wirtualnego, a chcesz opowiedzieć o Waszym rodzinnym sposobie na leśne wędrówki lub o czytaniu w lesie, po prostu napisz maila:) Mile widziane podpowiedzi, co do formy zorganizowania zabawy, bo to pierwsza takowa w Chatce;)

Zaproś książkę do lasu! Jeśli będzie to książka o poznawaniu przyrody, z opisem leśnego życia lub leśnych przygód,  to tym lepiej:)
Weź obowiązkowo dzieciaki i spróbujcie poczytać kawałek. Zobaczcie czy chwyci Was za serce i czy macie ochotę twórczo się pobawić. Może macie już z góry ustalony pomysł na przekucie książkowej idei w zabawę edukacyjną? Przygotujcie materiały, które warto zabrać albo zaimprowizujcie na miejscu zieloną szkołę:) Niech las będzie  Waszą sceną, a drzewa widzami - wszystko to oczywiście w poszanowaniu dla natury. A na koniec - koniecznie się z nami podzielcie Waszymi relacjami z wyprawy! Jeśli już robiliście podobną rzecz, również zapraszam do odświeżenia tych wydarzeń i linkowania takich akcji. 

Dla ułatwienia nie wyznaczam konkretnych dat do publikacji Waszych relacji. Można też zamieszczać dowolną ich ilość. Dla uporządkowania jednak, chciałbym aby zmieściły się one w cyklu rocznym: wiosna, lato, jesień, zima. 
Zaczynamy od wiosny:)
   
Warunkiem udziału jest jego zgłoszenie w komentarzu poniżej. Informacje o sobie, stronie internetowej oraz linki odsyłające do konkretnych wpisów poproszę w formie mailowej - na adres:  domzkluczem@gmail.com - zbiorę je pod jednym postem u siebie na blogu w dniu, który rozpoczyna kolejną astronomiczną porę roku, np. Zaproś książkę do lasu WIOSNĄ! 

Ok. To ruszamy z pomysłami. Serdecznie zapraszam. A nad jakimś obrazkiem spinającym projekt popracuję jeszcze;)


EDIT:

Przy pomocy fajnego narzędzia FreeLogo.me stworzyłam logo dla powyższego projektu - jeśli chcesz możesz zamieścić je u siebie, odsyłając do założeń tej zabawy:)



21 wrz 2017

Wędrówka pędzla i ołówka/Odkrywanie śladu. Czym jest zabawa malarska

Związek ludzkiej dłoni (najczęściej to dłoń, choć niekoniecznie, bo jak pokazują to liczni utalentowani artyści, malować można także ustami bądź stopą) z trzymanym w niej pędzlem, ołówkiem lub innym narzędziem kreślarskim jest niezwykle ścisły i zależny od wielu aspektów naszej osobowości.
Relacja ta staje się często początkiem nabywania nowych doświadczeń i drogą do wyrażenia siebie. 
Skąd nam się to wzięło, że po prostu chwytamy za kredkę, pisak, pędzelek i znaczymy na dostępnej nam przestrzeni jakiś znak czy ślad?


Arno Stern, twórca autorskiej pracowni malarskiej, w swojej książce Odkrywanie śladu. Czym jest zabawa malarska (Wydawnictwo Element 2016) w nietypowy sposób objaśnia rodzicom i pedagogom znaczenie inicjacji malarskiej w życiu dziecka. W tej książce znalazłam odpowiedź na moje pytanie dlaczego uparcie zbieram dziecięce rysunki od pierwszych momentów, kiedy dzieci były gotowe COŚ na kartce nabazgrać. Chociaż na pierwszy rzut oka nie ma tam nic przedstawionego w sposób, który oddawałby świat tak, ja go znam z mojego otoczenia, wiele z tych rysunków stale przykuwało moją uwagę. Nawet czysto sentymentalną. Gdy już brakowało mi miejsca na przechowywanie czy ekspozycję miałam duże wątpliwości czy warto to robić. Każde z dzieci chętnie wraca do swoich teczek z rysunkami sprzed lat. Trzeba widzieć ich niegasnący entuzjazm, radość i emocje, które się budzą przy odkrywaniu swoich własnych "śladów".
Termin śladu wprowadza właśnie autor powyższej książki. Wzbogacił on swoją książkę o liczne ilustracje autorstwa dzieci.
Wyobraźcie sobie, że odbył on wiele podróży, podczas których spotykał dzieci różnych ludów zamieszkujących odległe dżungle, góry czy pustynie. Stern organizował dzieciom malarską zabawę. Dostawały od niego paletę farb i papier. On natomiast obserwował ich poczynania i zbierał materiały do swoich badań. Niezależnie czy był to Afganistan, Niger, Peru, Gwatemala czy Etiopia, dzieci rysowały dowolne kształty, które następnie zostały porównywane ze sobą na zasadzie podobieństw.
Główny wniosek płynący z tej beztroskiej zabawy jest myślą przewodnią jego książki: dziecko przedstawia te same rzeczy w podobny sposób za pomocą ewoluujących w czasie kształtów, które są odbiciem pierwotnego wspomnienia. Każde dziecko, niezależnie od kultury, w jakiej się wychowuje, przechodzi ten proces tak samo. Przestrzeń kartki jest przeżywana, wraz z jej kierunkami, ograniczeniami. Nie ma to nic wspólnego ze sztuką w ujęciu encyklopedycznym, mówi autor, ponieważ nie jest przeznaczone do odbierania przez kogoś innego, jednak obecność dorosłego kibica jest bardzo ważna w tej fazie. Dziecko doświadcza dzięki takiej aktywności swojej własnej niepowtarzalności i ekspresyjności, a interpretowanie dziecięcych rysunków "na siłę" staje się po prostu zbędne:)

Wydaje mi się, że podobne myślenie na temat zabawy malarskiej podzielała, cztery lata starsza od Sterna, polska pisarka dziecięca Maria Terlikowska, która napisała w 1970 roku książeczkę Wędrówka pędzla i ołówka. Książka została bardzo starannie  zilustrowana od strony koncepcyjnej przez Janusza Stanego. 
Książeczki nie pamiętam z czasów lektur dzieciństwa, zetknęłam się z nią dzięki projektowi Przygody z książką, lecz dopiero tego lata wpadła w nasze czytelnicze łapki za sprawą nieocenionej pani bibliotekarki:) Na portalach internetowych nie brak trafionych recenzji wznowionego wydania Naszej Księgarni (2015), co dowodzi niezwykłej żywotności tematu (polecam wpis).
Najmłodsi są zachwyceni, dorośli również. 




Przede wszystkim dlatego, że książeczka przypomina raz jeszcze o tym, że każdy ma w sobie naturalną potrzebę związaną z utrwalaniem śladu. Sama książka jako dojrzałe dzieło edytorskie jest swego rodzaju zabawą artystyczną, kreacją świata jaki wyłania się z pierwotnej i czystej zabawy dziecięcej. Trochę interpretacją zabawy jaką prowadzą pędzel i ołówek.
Tytułowi bohaterowie przeżywają swoje zdumiewające przygody tylko dlatego, że odpowiednio wcześniej musieli przejść cały proces 'formulacji' jak go po swojemu nazywa Stern. Rysowali i malowali w nieskończoność, czerpiąc z tego przyjemność, nie planując swoich ścieżek, zarysów i kontur. Świat przedstawiony przez Terlikowską zupełnie przypadkowo obiera swój kształt. Cała ta wędrówka po kartkach papieru jest pełna twórczej swobody, z marginesem błędu: pędzel rozlewa farbę, ołówek coś gryzmoli. Najciekawsze momenty w tej grze to te, kiedy możliwe staje się zamalowanie czegoś, przerysowanie, przerobienie, zgodnie z tym co podpowiada nie wyobraźnia, ale naturalna potrzeba.

Stern przypomina w swojej książce, że najtrudniejsza blokada jaka wydarza się podczas zabawy malarskiej to zwątpienie. Kiedy dziecko zawiesza się nad pustą kartką, ponieważ nie wie co narysować - lub jakiś wymyślony konkret nie wychodzi tak, jakby się tego oczekiwało. 
U starszej córki często obserwuję właśnie takie zawahania, zaczyna malować pełna entuzjazmu, ale po chwili wydaje się być niezadowolona z efektu. Odzywa się w niej potrzeba jakiejś dokładności w odwzorowywaniu, którą stara się pogodzić z ekspresyjnością.
Jestem przekonana, że ilustrator Wędrówki... rozumiał sens zabawy malarskiej - jego rysunki są niedokończone, ledwie zaznaczone, jakby chciały powiedzieć, że nie liczy się tu doskonałe pod względem artystycznym dzieło, ale sama droga (proces) wiodąca do uzyskania końcowego kształtu.
Wszystkie te kształty, zdaniem Sterna, zmierzają do rozszerzenia przestrzeni.
To zjawisko zostało w książeczce Terlikowskiej ukazane za pomocą metafor i ożywienia świata przedstawionego.

Pomyślałam, że można zaryzykować dosłowne zinterpretowanie Wędrówki ... 
Nie chodzi o to, żebyśmy powielali przygody dwójki bohaterów, ale zakosztowali drogi po zabawę. Spakowaliśmy szybko potrzebne akcesoria i udaliśmy się do... pobliskiego lasu. Dzieci najczęściej malują czy rysują w domu, wykorzystując powierzchnię stołu, podłogi, ściany, frontu szafki itp. Niewiele natomiast malujemy w tzw. plenerze. Wyjaśniliśmy sobie to pojęcie. Dzieci wybrały drzewa, do których pomogłam przyczepić kartki. Dziewczynki z ochotą malowały. Za to najbardziej zainteresowany tematem zrezygnował w ostatniej chwili i nurkował co rusz w krzaki za grzybami, szyszkami, powykrzywianymi patolami:)








Zabawę przerwał ( a może inaczej ukierunkował) drobny deszczyk, który zaprowadził nas pod leśne parasole. Dzieci zebrały po garści skarbów i zapowiedziały, że malować możemy wszędzie, gdzie zechcemy:)

Jestem ciekawa czy tym wpisem i rodzajem aktywności przybliżyliśmy się choć o parę milimetrów do świata sztuki, który jest przewodnim tematem obiecującego projektu blogowego Bliżej sztuki  ;)
Współcześnie uważa się, że granice sztuki są dość płynne, ale wciąż istnieje przekonanie o tym, iż wywodzi się ona z obrzędów magicznych i pierwotnych potrzeb. Powoli ją odkrywamy. Zapraszamy razem z nami na wędrówkę:)


26 maj 2017

Kółko graniaste

Zupełnie nie wiem jak i kiedy książeczka Joanny Pollakówny trafiła pod naszą strzechę, dość że napotykam ją raz w jednym stosiku książek, raz na regale, a innym znów razem w skrzyni ze starociami. Nikt się nie garnie do cieniutkiej oprawy skrywającej trudne ilustracje. Jednak wystarczy zaintonować którąś z przedszkolnych melodii, np. tytułowe Kółko graniaste lub Ojciec Wirgiliusz, żeby rozpoznać w wierszach Pollakówny znajomą treść. Dziecięce piosenki, wyśpiewywane niezmiennie od kilku już pokoleń, poetka adaptowała na grunt literatury. Oprócz nich autorka dotyka lirycznym piórem kilka popularnych, ruchowych zabaw podwórkowych, muska słowem dziecięce zabawy artystyczne, a także próbuje uchwycić zmienność natury. Wszystkie te zabiegi przypominają rodzaj tańca, balansowania na kanciastej bryle, tak jak na oładce książki. Tytułowy wiersz jest u Pollakówny kluczem do interpretacji sztuki dziecięcej i jej roli, którą odgrywa. Autorka sama interesowała się historią sztuki i pisała liczne eseje z tej dziedziny.

KAW 1975, wyd. II



Wypunktowując: po jednej stronie mamy pewną powtarzalność dziecięcej zabawy, mającej swoje źródło w słownym folklorze dzieci (znane nam ustne powtarzanki, wywołania czy wyliczanki, wypowiadane aż do znudzenia), korowód bawiących się, cykliczność zachowań kulturowych, pęd za zabawą, która równa się pędowi za życiem, taneczne wirowanie i kręcenie się niczym na karuzeli. Podobne elementy będą we wszystkich zabawach ruchowych, inspirujących poetkę do napisania wierszy Piłka i Berek. 
Patrz jak długo mogę! Dziecko odczuwa naturalną, dziką, potrzebę powtarzania wyuczonej czynności, która sprawia przyjemność, dzięki której ma się poczucie kontrolowania siebie. Wzmacniania swego ciała, wytrenowania swojej predyspozycji. Trwania tu i teraz w zabawie. Ileż razy mogę to obserwować:
 -Mamo, popatrz, tak umiem (i tu następuje popis: unoszenie nóg, schyłki, podrzuty, i inne wygibasy z zamysłem ćwiczone i naśladowane; a te pompki czterolatki na PKP były cudne ostatnio - J., i K. uściski!). Kółko graniaste jest właśnie takim najlepszym przykładem nie tyle wyreżyserowanej przez opiekuna pioseneczki, odtworzonej i poprawnie wykonanej przez dzieciaczki, ale w swej warstwie literackiej - o czym przypomina poetka, przekształcając treść zabawy na swój sposób - jest typowym deus ex machina, czynnikiem warunkującym zmianę, postęp. Koło, które ma kanty staje się wielokątem, nie może się w nieskończoność toczyć, zabawa nie może się nieznośnie przedłużać, musi nastąpić jakieś Bęc! I to nie jedno. Piłka, która wypada z rąk czy berek, który cię dogonił, generuje zmianę, przenosi nas o pułap wyżej. Bo można coś zrobić od nowa lub inaczej, coś dodając lub odejmując. Dlatego dzieci z takim oddaniem bęcają czy się to komuś podoba, czy nie;) 




Kraina Na Opak, tak jak kraina po drugiej stronie lustra, do której docieramy na różne sposoby, a dzieci głównie przez rozwirowaną wyobraźnię, pozwala widzieć rzeczy innymi. Powrót do rzeczywistości, nawet jeśli to bolesny kontakt z podłogą lub ziemią, jest zawsze czymś nowym, ponieważ zdobyte doświadczenia pozostają w "osobniku" (słówko zapożyczone od Lidulki) ugruntowane. 
Tak się złożyło, że nasza L. miała mieć następnego dnia taneczne występy z okazji Dnia Mamy i Taty. Mąż poprosił ją, żeby pokazała mu jak zatańczy, ponieważ nie będzie mógł być na przedstawieniu. Córka skwitowała wszystko śmiechem, oświadczając, że do tego są jej potrzebne chustki i dużo osobników, po czym odtańczyła przed tatą swój własny taniec pełen podskoków, obrotów, przewrotów, wymachów i rozbiegów od ściany do drzwi i z powrotem, a tak przy tym autentycznych, że zapierały dech. 






Anatomię ruchu, dziecięcej dynamicznej ciekawości, badania i poszukiwania w obrazie przekazał Jerzy Jaworowski.



Wiersz Dom z pudełka zawiera w sobie kwintesencję kreatywnego dziecka, które tworzy zajmujące go światy z tego, co ma pod ręką. Dom z pudełka - coś z niczego. Niezależnie od tego czy zabawa naśladuje rzeczywistość czy zmierza tylko w sobie znanym kierunku (jak w wierszu Malowanie), jest tym, co napędza rozwój. Świeża, odkrywcza, pełna śmiałości i naturalności jest wręcz niezbędna jak czyste powietrze.
Tektura i karton inspirują nieustannie. Foremne pudło dla dziecka posiada kształt niemal idealny. Małe i duże, każde na wagę złota:) Dajcie dziecku pudło i zostawcie je z nim same. Po jakimś czasie wróci do Was z nowym pomyłem, przeróbką, prośbą o pomoc przy udoskonaleniu inwencji... Zresztą, na pewno wiecie:):)
A oto podgląd na to, jak bardzo nasze dzieci uwielbiają pudełkowe zabawy:

                                       
 przenośny domek piętrowy na małe zabaweczki, zrobiony kiedyś wspólnie z L.

                                          kraina dinozaurów w pudełku Kacpra

                             pudełka-leśne domki na kasztany i inne skarby

                  książki artystyczne w pudełku, dziecięce opowieści i obrazki schowane w środku
                                           
                    pudełka - niespodzianki, najfajniejsze takie samodzielne od A do Zet (Lidka)

pudła sensoryczne - kraina koników (Kaja)

pudełkowa stacja

                           baza Star Wars w pudełku - wykonanie w całości Kacper

                     miasto; sklepy z pudełek: kwiaciarnia, księgarnia, warzywniak...


pudełka, w których wyeksponowaliśmy kolekcję kamyków z upodobaniem zbieranych przez dzieci 

       powstają też teatrzyki różnej maści i kalibru, przetwarzane wielokrotnie


Kółko graniaste Pollakówny, podobnie jak zaczarowane kółko Misia Uszatka, o którym opowiadaliśmy tutaj-zapraszam, znów zatoczyło dziejowe koło:) Jaki wnosi wkład w we współczesną twórczość dla dzieci? Czy jest reliktem swojej epoki a znana piosenka jest już maniakalnie wyśpiewywana w placówkach publicznych? Paradoksalnie, myślę że im więcej kółka o dziwnych, graniastopodobnych kształtach w literaturze dla dzieci, tym lepiej. Im więcej dziecięcego podejścia do bęcania, do kładzenia kolorów i linii, eksperymentowania ze słowem, tańcem, sportem, zabawą, śpiewem - tym ciekawiej, prawdziwiej. Trzeba wiedzieć, co właściwie wprawia to koło, chwytających się za ręce dzieci, w ruch. 
Z radością patrzę na nasze najnowsze pozycje na półkach i stwierdzam, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, ale co kolejne to dojrzalsze:)

Na sam koniec, odkrywcza zabawa dwulatki, która z dumą zwinęła swoje "kółko" i zawołała, żeby je nazwać i pokazać....

oraz ciekawa propozycja matematycznej zabawy (w książce pt. Liczymy na spacerze. Matematyka na każdą pogodę, Emma Adbåge, Zakamarki 2016)...



a stąd już niedaleko do heksagonalnego plastra miodu i praw rządzących w naturze czy języku opisującym ją...

1 sty 2017

Zielone jeże

Ja nie wierzę, że są jeże/ inne niż zielone!

Z barwnych plam wynurzają się najpierw zarysy postaci, później całe historie: to Rechowicz. Z krótkich wierszyków dedykowanych dzieciom ukazuje się najpierw zabawa, ale już potem nawarstwiają się wzajemne relacje  lirycznego bohatera i odbiorcy: to z kolei Bechlerowa.
Wszystko razem natomiast zmierza do jednego celu, do ujawnienia czym jest proces tworzenia.
Przedstawiamy Wam Zielone jeże.


















Helena Bechlerowa, podobnie jak w innych tekstach dla najmłodszych, kieruje się w powyższych wierszykach wartościami estetycznymi bliskimi ówczesnemu dziecku. Dowolny motyw, bohater dziecięcy czy zwierzęcy, zabawka lub twór wyobraźni może przekształcić się u poetki w zupełnie coś innego. Jak wiele zależy od wyobraźni odbiorcy wiedziała autorka doskonale (wiersze Żyrafa, Kasztanowa zabawa). Literatura jest tym nośnikiem emocjonalnego ładunku, który pozwala przeskoczyć na drugą stronę.
Przelotnie odczytany tekst będzie wyrafinowanemu czytelnikowi wydawał się takim misiem-fisiem - naiwnym rymem, czytelnikowi dziecięcemu pozwoli natomiast zatracić się, ot co. Nie, nie od razu na wyżyny językowe. Tylko zatracić się w zabawie słowem i wyobraźnią.
A może jeszcze inaczej: od strony kulinarnej:)
Bardzo przypomina mi to zjadanie kruchego orzechowego ciastka i próby dostania się do chrupkiego jądra. Upiekły się nam właśnie takie orzechowe koniczynki z laskowym orzeszkiem w środku :)




Ilustracje tak fantastyczne, że i tym razem mamy chęć na eksperymentowanie z plamą koloru (zobacz  Zimowe słowiki.)

Rzutem na taśmę: zabawa z plamą symetryczną. Dzieci wylewały na środek kartki papieru farbę i składały ją na pół. Powstały przez odbicie rysunek uzupełniały własną inwencją.





Plamie postanowiliśmy przyjrzeć się pod słońce. Najciekawsze refleksy i struktury dało nam rozcieranie farby połączonej z oliwką dziecięcą przez woreczek strunowy.





Do kolejnego eksperymentu namówił nas Kacperek. Obserwowaliśmy takie właściwości barwników jak rozpuszczanie się w wodzie i dla porównania w mleku, prędkość z jaką kolory rozmieszczają się po talerzyku i końcowy efekt tęczowej plamy. Wystarczy ułożyć kolorowe drażetki w kręgu i wlać do środka troszeczkę wody:)



Na koniec roku stworzyliśmy kosmiczną plamę w formie 3D ;) Do pustej butelki włożyliśmy watę i dodaliśmy farbę z brokatem, uzupełniliśmy wodą. Powstała mgławica, którą mogliśmy oglądać pod każdym kątem, wprowadziła nas w sylwestrową noc:)





Działania tak pociągające, że niebawem pewnie znów je powtórzymy przy innej okazji!

Wszystkim odwiedzającym Chatkę na sowich nóżkach życzymy w Nowym Roku 2017 dni wypełnionych twórczością i otwartością.