Naszym dzieciom.


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą leitmotiv muchomora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą leitmotiv muchomora. Pokaż wszystkie posty

10 sty 2017

Muchomory na ilustracji dziecięcej - cz. II

Cykl nadal otwarty. Przegląd pierwszej części za nami: muchomor czerwony króluje!
I nadal, kiedy odnajduję ten specyficzny grzyb na wytartych kartach drżę z emocji nad grą światła w mikroskopijnych ubytkach papieru, zachowanym kolorem drukarskiej farby i na ogół humorystycznym potraktowaniem tego gatunku grzyba. Choć wyjątkiem może być sytuacja, kiedy ilustracja ma walor edukacyjny, wówczas zabawną przygodę z muchomorkiem uzupełnia opisana historia w tekście, będąca przestrogą przed zbieraniem tego niejadalnego grzybka. W świecie fauny i flory często jaskrawy kolor stanowi właśnie rodzaj ostrzeżenia.
Tropcie muchomory razem z nami w ilustracji książkowej!

                   il. Stefan Styczyński do książki Hanny Zdzitowieckiej W lesie
                 (Państwowe Wydawnictwo Literatury Dziecięcej "Nasza Księgarnia" 1957, wyd. II rozszerzone)

*****************************************************************

il. Halina Gutsche do książki Hanny Zdzitowieckiej Borodziej
(Biuro Wydawnicze "Ruch" 1969, wyd. I)

*****************************************************************



il. Danuta Przymanowska-Boniuk do książeczki pt. Duszki Franciszki Arnsztajnowej 
(Wydawnictwo Lubelskie 1985, wyd. I)


*****************************************************************




il. Aniela Kulesza do książeczki Polne kwiaty Haliny Szayerowej,
(Biuro Wydawniczo-Propagandowe "RUCH" 1957)

*****************************************************************







il. Józef Wilkoń do wiersza Leopolda Staffa, w: Szum drzew,
(Nasza Księgarnia 1961, wyd.I)

*****************************************************************



il. Józef Wilkoń do wierszy Tadeusza Kubiaka: Muchomor oraz Grzyby i deszcz,
w: Pawie wiersze T. Kubiaka,
(Nasza Księgarnia 1961, wyd. I)

****************************************************************
W stylizowanej na baśniową opowieść książce o skrzatach siostra Baby Jagi - Marucha Pietrucha - w swej pieczarze przechowywała "całe sterty muchomorów, wilczych jagód oraz innych trucizn":)

il. Stanisław Ożóg do książki Andrzeja Grabowskiego pt. Przygody skrzata Wiercipiętka, Krajowa Agencja Wydawnicza 1989, wyd. II.

*****************************************************************

Realizacje mistrzów pędzla tak różne, choć w zbliżonej, baśniowo-poetycko-leśnej konwencji.
Za najpiękniejsze uznano w roku 1961 graficzne opracowanie książki Jana Izydora Sztaudyngera Muchomory przez Zdzisława Witwickiego. Polskie Towarzystwo Wydawców Książek przyznało ilustratorowi wówczas I nagrodę w dziale książki dziecięcej. Po ponad pięćdziesięciu latach nie sposób odmówić trafności tego werdyktu.





Nasza Księgarnia 1961, wyd. I

*********************************************************************
Niewątpliwie różne odmiany muchomora odegrały znaczną rolę w wielu światowych kultach i religiach.


W ilustracji książkowej z kręgu wschodniosłowiańskiego przetrwał obraz muchomora czerwonego jako nieodłącznego atrybutu Baby Jagi, która miała wykorzystywać go jako część składową swoich mikstur - miał więc znaczenie demoniczne, niszczycielskie. Działanie halucynogenne tych grzybów wiązano na ogół ze śmiercią i duszami zmarłych. Warto prześledzić ten wątek w najstarszych baśniach, szczególnie w literaturze rosyjskiej.
Fascynujący się słowiańskim folklorem Iwan Bilibin, ilustrując baśnie traktował motywy muchomora i Baby Jagi jako nierozłączne.

                                                                 
                                                                              il. Ivan Bilibin

                                                                               źródło

W baśniach i przekazach ludowych znajdujemy też informacje o leczniczych właściwościach gotowanych kapeluszy muchomora czerwonego w przypadkach zapalenia stawów czy reumatycznych bólach. To tłumaczyłoby, dlaczego leśne znachorki, stare i kościste kobiety z baśni sięgały po ów specyfik:) Ale za to już całkowicie jadalne są, jak podają różne źródła, muchomory czerwieniejące.


Jak to więc się stało, że z czasem motyw muchomora ewoluował w literaturze dla dzieci, stając się na przykład symbolem schronienia dla przygodnych zwierzątek, mieszkaniem dla krasnoludków czy innych leśnych stworzeń? Czerwony kapelusz w białe grochy zjednał muchomorkowi raczej przyjazne spojrzenia i pozytywne nastawienie odbiorców. Nie brak go w żadnej pozycji o skrzatach.
Spośród wielu przesłodzonych muchomorków wybraliśmy dla Was te naszym zdaniem najciekawsze wizerunki, chociażby z architektonicznego punku widzenia;)

                           il. Tatiana Domas, tekst: Sabine Carayon Leśna szkoła

il. Evelyne Duverne, tekst: Emilie-Julie Charbonnier Zielony krasnoludek  

il. Evelyne Duverne, tekst: Corinne Machon Krasnoludek w kolorze ognia


         il. Fleur Claireux, tekst: Emilie-Julie Charbonnier Sekret  Sydonii


il. Evelyne Duverne, tekst: Christelle Huet-Gomez Zwyczajny krasnoludek

Wszystkie powyższe ilustracje pochodzą z książki Skrzaty, elfy, krasnoludki oraz inne małe ludki (Wydawnictwo MAK 2010, tłum. Natalia Gruszczyńska).
Nawiasem mówiąc, zawiera ona znakomite historie nie tylko o perypetiach małych istot, ale odzwierciedla też ich bezbłędny sposób komunikowania się ze sobą. Skrzacia społeczność potrafi zaznaczyć swą odrębność, indywidualne potrzeby, a zarazem szanować dobro ogółu.

***********************************************************************

Współcześnie konwencją krasnoludkowego domku bawi się między innymi Bohdan Butenko w napisanej i zilustrowanej przez siebie książce o przewrotnym tytule Krulewna Śnieżka (Nasza Księgarnia 2008, wyd. I) Muchomor jest tu zamieszkiwany przez... Zresztą, sprawdźcie sami:) 

il. Butenki do tekstu Jaś i Małgosia (bajka wędrownicka)

*****************************************************************

Ów překrásný grzyb zamieszkiwany miał być od niepamiętnych czasów przez Niebożęta. Jeśli jeszcze nie wiecie, kim byli i czym się trudnili ci ludkowie polecam osobiście zajrzeć do książki Agnieszki Taborskiej. Obcuje się z z tą pozycją niezwykle przyjemnie i uroczo.


                il. Lech Majewski do książki Licho i inni, Bosz 2014, wyd.I.

*****************************************************************

Rozległe praktyki i wierzenia, sięgające pradawnych czasów (odsyłam do artykułu), umiejscowiły ten grzyb w centrum zainteresowań etnograficznych, kulturowych i artystycznych.
Muchomor stał się chętnie wykorzystywanym znakiem graficznym pop kultury, koniecznym ozdobnikiem leśnej scenerii, na pół zinfantylizowanym lub karykaturalnym.
Ilustratorzy książek dla dzieci niezmiennie od stuleci chętnie sięgają po wizerunek czerwonego muchomorka akcentując nim, choćby w miniaturowej formie, baśniową atmosferę lasu.

zdj. Klaus Götze, oprac. artystyczne Hannelore Wegener do baśni Braci Grimm Czerwony Kapturek,
Wydawca: Verlag Karl Nitzsche Niderwiesa 1990.

zdj. Klaus Götze, oprac. artystyczne Hannelore Wegener do baśni Braci Grimm Jaś i Małgosia,
Wydawca: Verlag Karl Nitzsche Niderwiesa 1987.

           ************************************************************************
Oszczędnie. Jednak niczym wisienka na torcie:) Zajrzyjcie do środka..... i wejdźcie całymi sobą w historię....:)

 il. Monika Biała do książki Moniki Radzikowskiej, pt. Córka Bajarza,
Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o. 2016,
Jerónimo Martins Polska S.A.
         ************************************************************************

Zainteresowanych zachęcam do obejrzenia mojej tablicy na Pinterest


24 paź 2016

Grzyby - seria "Linie i kolory"

Myśląc o "starych" książeczkach dla dzieci mamy zwykle przed oczami obraz albo świetnie zilustrowanych i dopracowanych edytorsko tekstów literackich, albo wręcz odwrotnie, wizję anachronicznych, zakurzonych i tandetnie wydanych publikacji, z których już nikt dzisiaj nie skorzysta. Ta druga sytuacja dotyczy przeważnie książeczek o funkcjach poznawczych, edukacyjnych i wychowawczych. Wiele z nich z oczywistych względów przeszło do lamusa. Zmianie uległo zasadniczo podejście do dziecka, które traktowane jest jako podmiot swoich twórczych działań, a nie jako "czysta kartka" do zapisania.
Obecny rynek wydawniczy zarzuca nas wieloma publikacjami mającymi wspomagać wszechstronny rozwój dziecka. Za każdym rogiem znajdziemy książeczki wielozadaniowe: do naklejania, wycinania, malowania i gryzmolenia. Mnóstwo walorów poznawczych, rozwijających kreatywność to cechy dominujące. Ale wybór którejś z nich jest coraz trudniejszy. Często brakuje jakiegoś konkretnego wskazania, które obszary mają być w tym momencie aktywizowane. Pomimo zazwyczaj umieszczonej informacji o wieku dziecka, dla którego jest przeznaczona książeczka, czy nakreśleniu głównego tematu - takie książeczki edukacyjne dla kilkulatków są często przejaskrawione, oddziaływają na zbyt wiele bodźców naraz. A co dzieje się po uzupełnieniu, dorysowaniu, wydarciu i naklejeniu już wszystkich elementów? "Książeczka" taka kończy swój żywot i dziecię nie ma ochoty ponownie jej oglądać, poddawać twórczej"obróbce". 
Na szczęście równolegle pojawiają się coraz lepsze publikacje, które nie traktują tematu po macoszemu. Starannie wydanie, przemyślane od strony artystycznej, z oszczędną grafiką, ćwiczące konkretną umiejętność lub dwie, trzy jej współtowarzyszące. Bardzo przyjemne w odbiorze zarówno dla młodszych i starszych, wciąż żywo eksploatowane. Takie lubimy najbardziej:)

Tym wpisem chciałabym powrócić do książeczek edukacyjnych sprzed lat. Nie łatwo je zdobyć. Wiele z nich nie przetrwało próby czasu, jako że wydawano je na papierze gorszej jakości lub w niskim nakładzie. Nie wszystkie zostały też do tej pory przystępnie opracowane. Ciekawe jest jednak to, że kiedy sięgamy do nich pamięcią, widzimy wyraźnie na czym polegał ich koncept. Kreska, zadanie, emocje towarzyszące takiemu czytaniu, utrwaliły się w zbiorowej świadomości. Proste pomysły skupiające uwagę na czerpaniu czystej radości z obcowania z książką. 

Zdecydowana większość książeczek kształcących pewne umiejętności w formie zabawowej (poprzez logiczne gry, zadania, zgadywanki. itp.) wydawano w powojennych seriach, które kierowane były już nawet do najmłodszych czytelników:) 

W Chatce... mówiliśmy Wam o serii "Książeczki z Misiowej Półeczki" (1960-1989), która w założeniu była niczym innym jak książką-zabawką.
Dzisiaj pokazujemy przykładowo pozycję edukacyjną dla małych dzieci z 1986 roku czyli z okresu, tzw, kryzysu ekonomicznego, objawiającego się na rynku wydawniczym gazetowym papierem publikacji. My weszliśmy w posiadanie takiego jednego tytułu z serii "Linie i kolory" (Zrzeszenie Księgarstwa, 1984-1988), tj. wiersza Grzyby Jana Brzechwy. W rzeczywistości książeczka jest rodzajem malowanki, opracowanej przez Elżbietę Opalińską. Jednolita grafika miała tu za zadanie przybliżyć utwór literacki w sposób przystępny dla kilkulatka operującego już kredką, odróżniającego kolory i potrafiącego kolorować według zamieszczonego wyżej schematu.

                                                                         wyd. I.







Kształcenie tak podstawowych czynności wydawać mogłoby się banalne, gdybyśmy jednak dziś nie doceniali możliwości jakie daje nam w zakresie linia - kolor współczesna grafika komputerowa. A ponieważ doceniamy, to może warto docenić również pierwsze próby koordynowania ruchu ręki i oka, bawienie się powierzchnią kartki i kreską, próby rozróżniania kształtów i wiązania ich z kolorem lub dźwiękiem. Kiedy już jakiś czas temu poszukiwałam kolorowanek z grubym obrysem, to graniczyło to z cudem - wszędy disnejowskie postaci z całą masą szczególików do zamalowania.
A tu proszę! :) Podoba mi się stopniowanie trudności i zabawa z dwoma, trzema barwami. Minusem wydaje się broszurowa oprawa, ale przecież całość przetrwała i jeśli nie została pokolorowana, to chyba dlatego, że strzegły tego pilnie biblioteczne pieczęcie. Na szczęście książeczka została uwolniona i wpadła w ręce współczesnych testerów:) Efekty pracy w duecie:





Niewątpliwie działanie wspomaga percepcję satyrycznego tekstu o Królu Borowiku, któremu nieznośnie dokuczały muchy. Cała plejada grzybów pojawiająca się w wierszu możliwa jest do zapamiętania dzięki prostym skojarzeniom zawartym w grafikach. Wraca motyw nieustraszonych muchomorów czerwonych:)
Robienie mikstury na muchy sposobem babcinym darujemy sobie, coby nikt inny tejże nie skonsumował:) Za to poznawanie natury leśnych grzybów wdrażamy z przyjemnością bezpośrednio na łonie przyrody.

Najpierw zabawy edukacyjne przy okazji Święta Lasu oraz rokroczne przeglądanie z zacięciem atlasu grzybów:



                              Leksykon przyrodniczy. Grzyby, Helmut i Renate Grünert, "Świat Książki"

A potem na grzybobranie... (czytaj: zbieranie patyków, świerkowych szyszek, oglądanie sarnich śladów na polu, przedzieranie przez rów, pomylenie małego zaskrońca z patykiem, powrót okrężną drogą w celu ominięcia tegoż, zbieranie kasztanów - pomimo tego, że w domu są całe zastępy, podziwianie dużych drzew, konieczność dotknięcia malutkich grzybków na pniaczku, niesienie na barana, no słowem wszystko, tylko nie szukanie grzybów - to my dziewczyny:)

Męska część wyprawy zdecydowanie się od nas oddzieliła, nie wiedzieć czemu, zależało im bardziej na grzybkach;) Przynajmniej udało nam się z L. popodziwiać muchomorki ukryte w osikach.  





Kiedy obserwuję zabawy dzieci ze zdumieniem stwierdzam, że materią wszystkich wykonywanych przez nie czynności jest właściwie to, co twórcy powyższej serii literackiej (może w ówczesnych czasach średnio udanej) wybrali na jej tytuł: są to kolory i linie. Dzieciaki mają niesłychaną zdolność wypreparowania z otaczającej ich rzeczywistości takich elementów, które przysposabiają swoim odkrywczym celom. Zestawiam wybrane z naszych zabaw, oparte na korelacji tych dwóch słów.
Czy to działanie przypadkowe, czy ukierunkowane, KOLORY I LINIE są w nich wiodące:)

* światełka chemiczne - poruszanie świetlną kreską w ciemności, tworzenie z nich obręczy i fascynujących migotliwych efektów zatrzymanych w kadrze:






























* mozaiki, układanki 'ze wszystkiego' - w których kolorowe linie mogą się od siebie wyraźnie odcinać, krzyżować ze sobą bądź nakładać na siebie:










* linia może wyznaczać nie tylko obszar do wypełnienia, ale też pociąga nas w zabawie za sobą, wodzimy po niej palcem i podążamy za linią z naszymi kolorowymi składnikami. Poszukujemy linii jakoś instynktownie w naszym naturalnym otoczeniu. "Mamo, patrz, jak umiem przeskoczyć tę linię, na tę kratkę czy na to pole" - ile razy słychać?










Nasze dzieciaki uwielbiają zwłaszcza znaczyć szlak książkami - układają w tym celu wszystkie książeczki i książczyny na podłodze łącząc różne pomieszczenia, tworzą wokół siebie konstrukcje i zaklęte rewiry, które dostępne są tylko dla nich. Ja nie mogę do nich wejść, przekroczyć magicznej linii. Mama powinna poczekać na zaproszenie:)





Jest w tym jakaś analogia do prastarych, słowiańskich obszarów leśnych. Te bardziej znane, bliżej człowieka były udomowione - można było nad nimi panować. Te zaś odległe, obce i tajemnicze wymagały wydzielenia, warunkowały ochronę siebie i swojej niezależności. Grzyby - strażnicy lasu - mogły w tym pomagać lub nie, o czym najlepiej wiedzieli znawcy ich właściwości...