Naszym dzieciom.


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą leitmotiv śniegu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą leitmotiv śniegu. Pokaż wszystkie posty

3 lut 2017

Nie przeproszę!



Chłód zimowej nocy, zamrożenie uczuć i zamienienie serca w kamień znamy z baśni o Królowej Śniegu. Mojej ukochanej baśni. 
Zima jest w niej sroga, nieprzejednana i przeszywająca na wskroś. Ale gdzieś wewnątrz serca, na samym dnie, tli się iskra nadziei. Za ten przekaz ją doceniam, tym szczególniej, że został włożony w ręce dzieci.
Podobna przygoda spotkała pewnego chłopca o imieniu Wasia:

Chłopiec nie wiedział, że nad jego miasto nadciągnęły Wielkie Mrozy. A Wielkie Mrozy przychodzą zawsze wtedy, kiedy jakieś dziecko pokłóci się ze swoją mamą.

A kto się nie kłóci?  Któż nie ma odmiennego zdania? Które chciałoby inaczej? Wiadomo.
Do czytania  rodzeństwo też się ostatnio nie paliło. Powiedziałabym nawet, że powiało chłodem;) Jak jedno chce, to nie chce drugie, jak w wierszu Brzechwy. A trzecie to już całkiem coś innego, albo kartonówki non stop te same wałkuje, ulubione:) Najlepiej tak się rozdwoić. Nie, nie! Sklonować, by każdym potrzebom sprostać... Myślenie powszednie jak chleb, ale twarde jak kamień. Wasia się o tym przekonał, kiedy na scenę jego życia wkracza w pewnej chwili pięć mam:

"Czy te wszystkie mamy są dla mnie? - pomyślał. - A może to dobrze, kiedy człowiek ma tyle mam? Może się przyzwyczaję?"

Czasem zdarzało nam się o tym rozmawiać w żartach. Gdybym tak miała pięć rąk, wyobrażasz sobie? Ale byłoby zamieszanie! Hiperboliczna wizja mamy-monstrum nie jeden raz rozładowywała napięcie. W porządku. A co z Wasią? 

Chłopiec czuje złość, wstyd i narastający w nim upór. Nie wie jak sobie z tym poradzić. Tymczasem na dworze robi się co raz zimniej.

- Wielka rzecz! - burknął Wasia. - Jak będę chciał, to sobie znajdę drugą mamę. Jeszcze lepszą!

Moment, w którym pozytywny obraz najbliższej dziecku istoty ulega zachwianiu, jest bardzo ważny w rozwoju dziecka. W głębi ducha kotłuje się wiele sprzecznych emocji i myśli do rozgryzienia.

Wasia ryzykuje brnięcie w zaśnieżone miasto, w chłód ulic i samotność lasu. Wiatry nie sprzyjają w poszukiwaniu mamy. Mimo to próba musi zostać podjęta.

Stało się to wkrótce po tym, jak starszaki wróciły z przedstawienia o Kaju i Gerdzie. Przejęte opowiadały akcję jedno przez drugie. Okazało się, że syn sporo pamięta z baśni czytanej mu przed rokiem chyba. Zastanawiał się nad scenami, które opuszczono w dziecięcym teatrzyku.
Pod wieczór zaproponowałam przeczytanie historii o Wasi. 
Powolutku we trójkę dali się zaprowadzić do krainy Wielkich Mrozów, żeby już za chwilę coś dopowiadać, pytać i wykrzykiwać co chwilę: Mamo, fajne to jest! (Lidka), Jamnik podobny do kiełbasy - śmieszne! Wypij pieska! -cha, cha, cha! (Kacper).
Tych i parę jeszcze innych niedorzeczności, jakie przytrafiły się bohaterowi wyraźnie się spodobały .
Myślę sobie nawet po cichu, że może dzieciaki podziwiały skrycie Wasię za ów krnąbrny upór;)
Bo jak wytłumaczyć nagłe przylgnięcie do książeczki? :)

Sofia Prokofiewa Nie przeproszę! Nasza Księgarnia 1988, wyd. I, przełożyła Magdalena Kwiatkowska, ilustrowała D. Chajkina.  Międzynarodowa Seria Książek dla Dzieci Najmłodszych.











Ulegliśmy również wychłodzonym barwom ilustracji. Stały się pretekstem do przypomnienia sobie kolorów zimnych i ciepłych. Dzieci nabrały ochoty na malowanie, a mi przypomniały się zimowe obrazki pastą do zębów, jakie robiłam będąc jeszcze w zerówce:) Powiedziałam im o tym i koniecznie chcieli spróbować.
Najpierw dzieci przygotowały tło nanosząc na kartkę wybrane odcienie farb: szarej metalicznej, niebieskiej i fioletowej z brokatem. Kiedy wysmarowane prace wyschły można było dalej smarować niczym innym, jak białą pastą do zębów (szczęśliwie znalazła się na stanie wśród tricolorowych).
Pasta tworzy fantastyczną strukturę, w zależności od rączki, która ją prowadzi, może przybierać różne wariacje. Dzieci kładły ją patyczkami kosmetycznymi, pędzlem, tapowały gąbkami i szczotką do butelek.


* autorką ilustracji z kalendarza jest Melka rysująca też cudowne przepisy kulinarne


Na koniec siostra z bratem uznali, że zimowe obrazki trzeba jakoś ocieplić i przylepili do nich małe serca:)

Za nami pierwszy tegoroczny zimowy miesiąc i inne próby oswajania zimna, infekcji, różnych sytuacji i zdarzeń.  
Sprawdziły się między innymi lodowe lampiony, do których dodawaliśmy suszone plastry cytryny, płatki lawendy i róży, miechunkę. Wewnątrz umieściliśmy małe świeczki i wystawiliśmy je na zaśnieżony taras. Cudownie patrzeć było na nie o zmierzchu oraz podziwiać w dziennym świetle.


Dzieci pochłonęła też zabawa w budowanie lodowego miasta - w warunkach domowych przygotowane wcześniej bryły lodu szybko się rozpływały, trzeba było się starać dobrze ustawiać śliskie 'cegiełki'. 


Jeszcze w okresie świąteczno-noworocznym przygotowaliśmy dekoracje na okienny parapet. Każdy stworzył w szklanym słoiku swój miniaturowy, leśno-zimowy, świat. Wykorzystaliśmy do tego naturalne ozdoby jak szyszki, patyki, gałązki. Dno wysypaliśmy wiórkami kokosowymi i kaszką ryżową. Dzieci zrobiły kryjówki dla zwierzątek. Słoiki towarzyszą nam cały czas, tylko przyschnięte igliwie podmieniliśmy na lampki. Wieczorny efekt podświetlonego szkła uprzyjemnia nam czas.



Wizerunek zimy można również ocieplić lodowymi zawieszkami i śnieżynkowymi baletnicami.
Wirując przypominają płatki śniegu i cieszą w te dni, kiedy nie możemy skorzystać z zimowej aury.
Akrylowe śnieżynki kupiłam kiedyś za grosze na wyprzedaży jako nietypowe ramki na zdjęcia. Wstawiliśmy w nie dekoracje z papieru. Z papieru też powstały śnieżne wróżki-baletnice,  zwieszające się z żyrandolu, inspirowane fairies of the flowers :)



Dużym uproszczeniem byłoby powiedzieć, że historia o Wasi zawiera pouczenie o tym, że nie można się kłócić z mamą. Książka mówi nawet coś całkiem innego. 
Jest przede wszystkim opowieścią o domowym cieple i bliskich relacjach, które panują wtedy, kiedy zdecydujemy się być odpowiedzialni za coś lub za kogoś.

10 lut 2015

Let it snow

Wkrótce po napisaniu listu do Dziadka Mroza z prośbą o śnieg mieliśmy jednodniowy śnieżny opad, ale na tyle obfity, że wszystkie dzieci z sąsiedztwa na wyścigi lepiły bałwana i wyciągały sanki:) Nic to, że pod koniec owego dnia bałwanki odchylały się nieco od pionu, w stronę zachodzącego słońca, by następnie bez reszty tracić głowy i inne bałwankowe części ciała. Przynajmniej było wesoło. Potem długie dwa tygodnie nic. Rekompensatą były przeglądane ilustracje dziecięce z widokiem na zimowy krajobraz. Nie wiem, jak wy, ale ja po prostu kocham tego typu obrazki. Rumiane buzie bawiące się na śniegu oraz opad śniegowych punkcików zachwyca mnie każdorazowo. Autorzy ilustracji dbają o szczegóły, odcienie i nostalgiczne tło. Zaprezentujemy tu kilka prac, na które natknęliśmy się ostatnio w ramach przeglądania, podczytywania i wertowania książeczek. Oto one:

tam gdzie kraj wiecznych lodów i śniegu

il. Jerzy Srokowski do książeczki Królowa Śniegu Hansa Chrystiana Andersena,
oprac. Cecylia Niewiadomska, 
Nasza Księgarnia 1984, wyd.III.

************************************************************************
darcie pierza przez Babulkę Zimę
 śniegowe bałwanki


il.Janusz Jurjewicz do książeczki ...A to było tak Ewy Szelburg-Zarembiny,
Nasza Księgarnia 1963, wyd.I

***********************************************************************
"Filonek"
...tak przyjemnie śnieżek prószy...
"Bałwanki"
il.Zdzisława Witwickiego do książeczki W konwaliowej gospodzie Heleny Bechlerowej,
Nasza Księgarnia 1960, wyd.I

************************************************************************
i dla przypomnienia-śnieżna czarowna nocka na ilustracji Sutiejewa:
Bajeczki z obrazkami

************************************************************************

Leitmotiv śniegu opadającego łagodnie na ziemię budzi jak najlepsze odczucia. Chcieliśmy i my choć trochę zaczarować to niezwykłe zjawisko, dlatego zabawiliśmy się w produkcję własnego śnieżku.
Wystarczy do tego celu użyć trochę wody i gliceryny aptecznej, błyszczącego brokatu i zakręcanego słoika imitującego szklaną kulę;) Najlepiej jeszcze włożyć doń figurkę leśnego zwierzątka lub inny atrybut zimowego krajobrazu, co komu w duszy gra, podkleić i - gotowe. Można potrząsać do woli i obserwować migotliwie połyskujący śnieg.


Nam po pierwszej próbie roztwór zmętniał na drugi dzień, chyba zastosowaliśmy zły klej. Kiedy pracowaliśmy nad poprawieniem wyglądu "szklanej kuli" zaskoczył nas widok wirujących płatków za oknem. Może na krótko udało się przywabić zimę w nasze rejony. W razie jednak, gdyby tak się nie stało, bardzo dobrze wychodzą rodzeństwu bałwanki z piany podczas kąpieli;)