Naszym dzieciom.


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eko-zabawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eko-zabawki. Pokaż wszystkie posty

1 paź 2018

Pan Sowa jedzie na wakacje


Smakujecie jeszcze letnie chwile czy już mocno wsiąkliście w jesienny rytm szkoły i pracy? Przed nami sporo nowych wyzwań, dlatego uważnie czerpiemy z zasobów wakacyjnej energii. Pielęgnujemy te dobre momenty, ażeby nie wytracić sił już na samym początku. Uraczymy Was dzisiaj relacją z naszego, jeszcze wakacyjnego, plenerowego czytania, które było jednym z tych naszych sposobów na regenerację, bycie razem i kreatywne wyrażanie siebie. 
A wszystko w otoczeniu lasu, który coraz bardziej woła i opowiada, przekonuje i zaprasza, przyciąga i koi.

Na spacer wybraliśmy się z książką dla kilkulatków - książką napisaną przez ulubionego pisarza Ulfa Starka. Najpierw jednak była obowiązkowa przebieżka piaszczystą drogą, bo nogi same nas niosły. Książka lekka, można taszczyć;) Dzieci dały się ponieść nie tylko nogom, ale i wyobraźni ukierunkowywanej przez las. Zasłyszałam od nich wówczas moc nowych historii, które wspólnie tworzyły na poczekaniu, wyciągając z zarośli coraz dłuższe tyczki.




Obserwowałam ich poczynania z radością.
Dzieciaki za to w najlepsze robiły z leśnego piasku magiczny pył, który miał nam dodawać siły i posypywały się nim hojnie. Z liści i trawy zrobiły sakiewki.
Z licznych patyków - naturalnie laski i podpórki, magiczne kije. Z największych okazów powstawały "kije przewodnie", przy których rodzeństwo wypowiadało  zgodnie wymyślone hasło: Kiju naszego przodka, prowadź nas!    :)






Kiedy znaleźliśmy przewróconą kłodę, zatrzymaliśmy się przy niej, żeby przeczytać książkę o leśnej szkole.


Pan Sowa, oddany nauczyciel i pasjonat leśnego życia, niespodziewanie zasypia w czasie lekcji. Okazuje się, że jest niemożliwie przemęczony pracą. Potrzebuje solidnie wypocząć i złapać oddech, decyduje się więc wyjechać na wakacje. Na czas jego nieobecności ma zastąpić go Sroka. 




Pan Sowa jedzie na wakacje (Ulf Stark, ilustracje Ann-Cathrine Sigrid Ståhlberg, IKEA - SKOGSLIV 2015)

Zabawna historia zawarta w tej książce pokazuje szkołę, w której obowiązują pewne zasady (podczas lekcji nikt się wzajemnie nie zjada), ale także szkołę, w której szanuje się swój odmienny tryb życia i różnice gatunkowe. Mottem tej leśnej szkoły jest hasło: gdy się świetnie bawimy, nauka przychodzi znacznie łatwiej. Nawet, kiedy zwierzęta poznają nawzajem swoje zwyczaje, sposoby pożywiania się czy techniki budowania domów, wynoszą z takiej lekcji sporą dawkę zadowolenia ze zdobytej w nietypowej formie wiedzy. Przy okazji przygoda, która ich spotkała, uczy współdziałania w grupie, praktyczności i uwagi - słowem wymarzona lekcja :)

Po wysłuchaniu opowieści dzieci były zaintrygowane konceptem tworzenia gniazda i budowaniem bazy pod leśną szkołę - niestety ciemna chmura nie zachęcała wtedy do realizacji pomysłów. Spacer zakończyliśmy zebraniem kilku skarbów, bo to stały dziecięcy rytuał.

Za parę dni znów byliśmy w lesie, całą rodzinką. Tym razem nie taszczyliśmy książek, w zamyśle mieliśmy się wyciszać (ja) ;)
Po zdobyciu jakiejś leśnej górki synowi przypomniała się leśna szkoła, od razu  chciał ją zbudować. Siostry ochoczo przystąpiły do tworzenia sobie wiadomej, oswojonej przestrzeni.
 Budulec -  naturalny (gałązki leżące na ziemi), styl - spontaniczny minimalizm.
Jeden patyk, jedna gałąź, którą można wyznaczać kierunki, komponować układy wertykalne i horyzontalne, i tyle możliwości... Można je nieskończoną ilość razy przeciągać z miejsca w miejsce, tworząc ławki i siedziska; można opierać o siebie, budując szkielet schronu; można łamać na mniejsze cząstki i robić "pułapkę".








Wpisem tym żegnamy wakacyjne odsłony przygód pod hasłem Czytam las!

Nadzieję mamy, że nadchodząca pora roku odsłoni przed nami nowe światy w sposób nieskrępowany i zapierający dech. Już czujemy przedsmak jesieni. A kiedy aura nie pozwoli pobyć w lesie, znów odkurzymy nasze stare książeczki.



20 sie 2018

Leśna szkoła dla każdego/Przewodnik wędrowca

Czytanie pobudza ekologię wyobraźni Richard Louv



To stało się zanim zdążyłam błogo zanurzyć się w lekturze. W założeniu to ja miałam tego dnia odpoczywać wśród zieleni i chłonąć treści książki, gdy tymczasem One miały sobie po prostu beztrosko biegać po trawie...
Ale!  Oprócz Przewodnika wędrowca (Tristan Gooley, Wydawnictwo Otwarte, 2017) spakowałam też do torby Leśną szkołę dla każdego (Jane Warroll, Peter Houghton, MUZA 2017). 


Drugą z książek mamy od początku wakacji i... nic. Przejrzałam ją z dziećmi, poczytałam sama, przypadła mi do serducha, i owszem obiecałam dzieciakom, że tak, pewnie, zrobimy coś razem z tej książeczki. Mijały tygodnie, a ja czułam lekki opór. Jak to, przecież to wypisz wymaluj, piękne, gotowe scenariusze zabaw, do tego zupełnie nienarzucające się? Tylko, że chyba mi upały zaszkodziły totalnie, albo coś się nagle ze mną porobiło, że ja chciałam tak ładnie - jak w książce, i w rezultacie ani rusz. Też wpadacie czasami w taką pułapkę myślową? ;) 
Leśna szkoła... spoczywała więc sobie pod altaną, a ja szykowałam się właśnie, z drugą pozycją w ręku, do przejęcia wiszącego hamaku, kiedy syn zajrzał do mnie z doskoku. Otworzył tę zaniechaną książkę w przypadkowym miejscu, rzucił okiem i zapodał hasło: Robimy szałas! Zrobimy?
Zachęciłam go, żeby powiedział o swoim pomyśle dziadkowi, z cichą nadzieją, że może jednak sama poczytam...
Okazało się, że mieli każde trochę inną wizję. Syn chciał bardziej taki wigwam. Wybrali lokum pod ulubionym orzechem. Dziadek zaproponował stelaż. L. trajkotała coś o leśnym namiocie, K. popiskiwała z uciechy. Zaintrygowali mnie. Ich pobudzenie, ciekawość, dochodzenie do kompromisu. Nie wytrzymałam i poszłam się poprzyglądać zza liści:)  

Jedno przytrzymywało, drugie wiązało, a dziadek zadbał, żeby nikomu nic nie spadło na głowę po pierwszej próbie objęcia terytorium. Wzmocnił całość przykręcając do kantówek przęsła od tunelu foliowego;) Przy sposobności urządził sobie, dawno zapowiedziane, przycinanie iglaków. Dzieci potraktowały tę zabawę niezwykle zadaniowo, każde miało coś do zrobienia. Ucięte gałązki świerku i cyprysika zataszczyli do sadku, ułożyli z nich wielki stos. Potem kombinowali: jak zamaskować bazę, gdzie ma być wejście, czy będzie można się wspinać na drzewo, z której strony można strzelać z łuku, co przyniosą sobie do jedzenia, jak zrobić ruchome drzwi?





Przyznaję, że nie wymyśliłabym lepszej zabawy:) Odetchnęłam z ulgą, że znów mogę im towarzyszyć i z zaufaniem obserwować jak zżywają się z przyrodą, wiejskim krajobrazem z pogranicza sadu i lasu. Odetchnęłam z ulgą, że "ta szkoła" jest naprawdę dla każdego, ponieważ nie niszczy pierwotnego entuzjazmu i wzmacnia naturalne więzi. Zagrzewa do zabawy, inspiruje i daje ogromną radość. A przewodnikiem w tej szkole są DZIECI.
Tak więc nie poczytałam wtedy, jak zamierzałam, jednak odniosłam inną korzyść. Książki o przyrodzie i sama natura tak się zazębiły w czasie, że i tym razem zintegrowały nam ducha.

Szałas uczyniły dzieci swoją bazą wypadową. Stąd bliżej było do różnych gierek i wyobrażonych ról. Napotykaliśmy pozostawione przez nie znaki, ułatwiające nam odnalezienie ich w kryjówce, gdzie wszyscy starali się być bardzo cicho. Kredą dzieci rysowały strzałki na asfalcie i kamieniach; kiedy podążyłam z nimi, droga zaprowadziła nas na skraj lasu. Zostawiliśmy też całe mnóstwo znaków dla taty, który miał nas znaleźć, i z głośnym śmiechem schowaliśmy się wśród drzew. 



Oczywiście odkrycie, gdzie też jesteśmy nie było trudne :) Dzieci dopytywały czy tata widział po drodze ich znaki: narysowane linie patykiem,  kredowe strzałki, ułożone w nietypowy sposób kamyki, skrzyżowane patyczki i inne zaszyfrowane wskazówki. Najtrafniej jednak tata odczytał ślady naszych nóg odciśnięte na piasku, bo jak się okazało tylko mała Li miała klapki z serduszkowym wzorkiem:)


Po takim spacerze po piaszczystych drogach, dobrze jest zażyć kąpieli stóp w studziennej, lodowatej wodzie, której dodatkowym atutem jest to, że można na przykład  potem ugotować z niej zupę;) 


Trawiasto-kwiatowa zupa zostaje przez nas dopisana do listy zadań z leśnej szkoły.

Mam czasem nieodparte wrażenie, że w to lato spontaniczne letnie przygody  narodziły się z oparów pewnego książkowego zbiorowiska, które rozrasta się w szalonym tempie :) 



Lato jeszcze trwa. Spróbuj pokazać książki, które inspirują Cię do czytania na łonie natury lub zabawy na świeżym powietrzu; książki zachęcające do otaczania się leśną przyrodą i zdobywania wiedzy o świecie; opisy natury, które rozwijają u Was ekologię wyobraźni:)
Zapraszamy do wspólnej zabawy Czytam las



20 mar 2018

Morskie obchody

Z okazji tegorocznego Światowego Dnia Morza (17 marca) rozwinęliśmy z dziećmi temat podmorskich światów. 



                                   u wybrzeży Norwegi, 2017


                         fot. arch. Bałtyk, 2011

                         Bałtyk, 2012

                         Bałtyk, 2014

Powspominaliśmy niektóre z naszych wyjazdów nad morze oraz to jakim je widzieliśmy. Raz niczym niezmącone, innym razem niespokojne i tajmnicze.
Twórcza zabawa poszła w kierunku form przestrzennych. Z tekturowych pudełek dzieci zrobiły swoje miniaturowe akweny. Syn wykonał swój projekt z różnych perspektyw, interesowało go to, co widoczne jest na powierzchni wód, i te zakamarki, które ukryte są gdzieś na samym dnie. Starsza córka była zachwycona kolorystyką i bogactwem podmorskiej fauny - musiało być z różem i błyskotkami, a młodsza poukrywała na dnie pudełka różne morskie skarby. 
Praca dzieci przebiegała przy dźwiękach emitowanego filmiku o  podmorskich głębinach, dzięki czemu wyobraźnia była stale podsycana przez wielobarwne obrazy. Użyliśmy m.in. bibuły, drucików kreatywnych, gąbczastych papilotów, kamyków, muszli, szkiełek, baloników, i czego dusza zapragnęła:)



Z miękkich drucików, papilotów i piór powstały podwodne rośliny, z małych baloników na wodę - rybki, a z dużego pomarańczowego balonu - słońce, chowające się właśnie za horyzont:)









Ulubionym zajęciem dzieci jest także układanie kompozycji z naszych nadmorskich skarbów, które są też najlepszym tworzywem zabaw i dekoracji. Jedne z nich przywozimy sami, inne dostajemy w prezencie:) 



pamiątkowe słoiczki zrobione raz przez dwójkę starszych dzieci

Przypomnieliśmy sobie nasze wycieczki w podwodny świat, które odbyliśmy przed laty w formie edukacyjno-rozrywkowego spaceru po specjalnie przygotowanych do tego parkach. To wspaniałe przeżycie dla dzieci móc zmierzyć się z figurami morskich czy oceanicznych zwierząt w porównaniu do ich oryginalnego rozmiaru, poznać morską faunę z różnych stref klimatycznych i dowiedzieć wielu ciekawostek, serwowanych w urokliwej scenerii.



                         Ocean Park Władysławowo, 2014







                            Park Wieloryba Rewal, 2016





"Kolorowe ryboptaki" według małej L. - pływające nad głowami i tuż, na wyciągnięcie rąk i przyklejenie nosków, we wrocławskim Afrykarium:) Tylko takie fotki udało nam się zrobić w ubiegłym roku, ale nie są one tak istotne, jak sam pobyt w fantastycznie zaaranżowanej przestrzeni. I jeśli tylko, nie stanowią dla Was przeszkody długie kolejki i smartfony koło twarzy, to szczególnie polecamy to miejsce w naszym przepięknym, dolnośląskim regionie:)