Naszym dzieciom.


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka artystyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka artystyczna. Pokaż wszystkie posty

19 lis 2016

Szum drzew

W wersji klasycznej trudno o piękniejszą książkę poetycką niż Szum drzew Leopolda Staffa z ilustracjami Józefa Wilkonia.

Nasza Księgarnia 1961, wyd.I














Książa pełna urokliwego liryzmu, wspomaganego nastrojowymi obrazami rozchodzi się po ciele jakimiś dobrze znanymi, ciepłymi prądami.
Ponadto generuje całą symbolikę lasu z jego upersonifikowaną, tajemniczą rolą rodem z baśni.
Dobra na ponury listopad, wietrzne dni i długie wieczory, kiedy za oknem majaczą sylwetki nagich drzew. Dobra też i na pozostałe dni w roku, kiedy głos drzew słychać wyraźniej i szumniej.
Książka, która cała w swej językowej istocie, dźwięczy, opowiada o śpiewie deszczu czy wieczornych żab, wybrzmiewa wichurą i zawieją, wreszcie odpowiada ciszą  i spokojem - jest jednocześnie zwartą, muzyczną kompozycją. Obca dzieciom?
Nie sądzę. W bardzo dobitny sposób odwołuje się do świata dziecięcej wyobraźni, rozbudzonej przez takich literackich przedstawicieli jak bajka, kołysanka, pieśń. Przestrzeń tego świata łączy się z krajobrazem naturalnym, jako tym najbardziej pierwotnym.  Przeplata się obserwacja zmienności pór roku z dziecięcą zabawą, skakaniem po deszczu, ze snem i zapamiętywaniem widoków pod senną powieką...

Prawdziwy poetycki album o baśniowych drzewach.

Słońce świeci, deszczyk pada,
Czarownica dziwy składa.
(Deszcz majowy)

Przypominają mi nieustanne, wczesne wędrówki po lesie, gonitwy po pagórkach i chodzenie boso po kałużach na trawniku, wierszyki-składanki mojej mamy o Czarownicy produkującej chyba hektolitry masła;)


Jeśli ktoś mniema, że czytanie Saffa dzieciom w naszej Chatce idzie jak po maśle, to jednak się myli. Przynajmniej nie odbywa się to tak grzecznie, układnie na kanapie, jakby się tego można spodziewać - i dobrze. Dzieci jak tajfuny - szumią swoje własne piosenki, własną gwarą i szalonym tempem. Słuchają przy okazji, zupełnie niechcący. Czasem chwyci cytat, własnie taki wierszyk-składanka. Czasem przykuje uwagę obraz. Najfajniejsze są rozmowy, nasze osobiste szumy. O drzewach, o jesieni, o przemijaniu...


Jeszcze latem udało nam się odwiedzić pewne klimatyczne miejsce: Bajkową Chatę. Była bardzo nietypowa ze względu na przedstawienie lalkowych postaci. Żeby zobaczyć scenerię do wielu znanych baśni trzeba było przejść się zacienionym korytarzem z bogatą iluminacją światełek na gałęziach, splatających się nam nad głowami. To było ekscytujące i tajemnicze zarazem doświadczenie:) Trochę mroczne momentami wnętrza rozjaśniały rozpoznawalne sceny - wtedy od razu jaśnieje też w głowie, a wyobraźnia nie wiedzie już na manowce.

Staff bawi się baśniową konwencją w wierszu Bajka, w sposób dramaturgiczny budując napięcie:

W mrok drzew,
W odwieczny stary bór wbiega
Bajka...

(...)

Już się boi 
gadek własnych...

(...)

Sama sobą się zalękła,
czarem swoich snów...
I w głos płacze, we łzach cała,
Że się w borze zabłąkała...

Ubawił się serdecznie stary, dobry bór...



Wiedzeni podobną potrzebą zmaterializowania magicznej, niecodziennej przestrzeni - w której wszystko rozegrać się może - stworzyliśmy z dziećmi "leśny domek". Wystarczyło to jedno hasło, żeby dzieci wiedziały czego chcą użyć do budowy schronu: koc, wzorzyste tkaniny i chusty, kwiatek w doniczce jako drzewo, poskręcane gałązki wierzby, światełka, drewienka, patyki i szyszkowe ptaki.
Wykorzystały między innymi swoje leśne pudełka-domki, które robiły na początku jesieni. Zaczęło się od próby stworzenia opowieści, która zamknięta w tekturowym pudełku, wychodzi z niego po otworzeniu pokrywki. Rodzaj artystycznej książki. Malowane wnętrze pudełka przerodziło się następnie w domek dla wszystkich przygodnych jesiennych skarbów - zabieraliśmy je ze sobą w plener, na kasztany. Służyły jako gabloty i schowki. Aż przyszedł moment, kiedy postanowiliśmy ten las odtworzyć w trochę większej skali, przy szumie drzew, grze cieni i przyjaznym oświetleniu:)






Nasza dziupla urządzana była z wielką pieczołowitością, każdy znosił do niej ulubione poduchy i przytulanki. Każdy coś ustawiał, poprawiał, przypinał klamerkami do bielizny i montował. Dołączyły kolejne regały z "leśnych pudełek", paliliśmy ognisko;)





Najbardziej ucieszyło mnie jak dzieci odkryły, że możemy w "leśnym domku" wspólnie czytać i przeglądać książki. Oswoiliśmy długie wieczory gasząc górne światło i zapalając świetlne łańcuchy, a  naszą ulubioną formą aktywności po omacku były zabawy latarką w wyszukiwanie szczegółów na "nocnych rozkładówkach". (E. Dziubak, P. Liput). Nastrój tworzyły powyciągane z domowych zakamarków lampiony a nawet światełka odblaskowe i małe lusterka.





Bardzo przyjemnie tam wejść i poleżeć wpatrując się w te wszystkie błyski. Można próbować łapać poetę Staffa za słówka: trudne, ludowe i literackie epitety i czytać, ale można też i posłuchać dźwięków.
Dzieci wybrały tę drugą opcję.

A las słucha 
                rozhoworów...
                                  Słuchają paprocie,
Modra mucha
                i jaszczurki 
                                  w cętek złocie...
Ludek muchomorów
                              krasnych
                                           wzniósł kapturki...
Wszystko słucha...

Do uważnego słuchania przydały nam się kije deszczowe - instrumenty, które zrobiliśmy wspólnie z rolek tektury. Moc doświadczania: wkręcanie z tatem wkrętów w grubą tubę (polecam jednak gwoździe tapicerskie), wsypywanie różnego rodzaju ziarna przez lejek aż po wielokrotne rozsypywanie po podłodze;) Jestem przekonana, że Kopciuszek nie bawił się lepiej. Na koniec ozdabianie i ukrywanie "łepków" pod tkaniną.




Dzięki użyciu dwóch różnych tub - szerokiej i wąskiej -  uzyskaliśmy ciekawy efekt dźwiękowy. Odgłosy dobiegające z ich wnętrza tym razem przełożyliśmy na język poezji. Ja czytałam wybrane opisy deszczu, opadu śniegu, burzy lub wiatru a dzieci miały za zadanie potrząsać kijami wtedy, kiedy usłyszą określoną nazwę dźwięku. Szło jak maśle.

Jeszcze, jeszcze... Jak szeleszcze,
Szepce, szemrze, szumi, śpiewa...
Trawy cieszą się i drzewa.
(Deszcz majowy)

Na koniec uważni słuchacze wychwycili gdzieś bębnienie czy dudnienie, i już było po ciszy, i po Staffie:) Polecam - ponieważ tyle synonimów do opisywania odgłosów natury nie znajdziecie nigdzie.

27 wrz 2015

W lesie

Zdaje się, że trochę zapomniana, propagatorka wiedzy przyrodniczej wśród dzieci w latach 50-60-tych, autorka wielu książek dla dzieci i słuchowisk radiowych, Hanna Zdzitowiecka, zniewoliła nas swą pozycją  
W lesie (Nasza Księgarnia 1957, wyd II, rozszerzone). To druga, po Nad wodą, pozycja popularyzująca ojczystą przyrodę, w prostym, przystępnym stylu. 


Potraktowaliśmy tę książkę nie jako podręcznik, który należy 'przerobić' jednym tchem, ale jako inspirację i motywację do poznawania natury, wertowaliśmy kartki w poszukiwaniu rzeczy znanych i nowych, zgłębiliśmy mnóstwo niezwykłych ciekawostek.

Krótkie opowieści o zwierzętach osnute są na kanwie wydarzeń rozgrywających się z udziałem dwojga dzieci. Joasia i Krzyś są badaczami leśnej przyrody, edukują siebie nawzajem, a z ich rozmów mały czytelnik poznaje nazwy gatunków ptaków, owadów czy grzybów i drzew. Dialogi skonstruowane są jako entuzjastyczne wykrzyknienia oraz pełne ciekawości zapytania o obyczaje i tryb życia leśnych stworzeń. Podglądanie mrówek, głuszca, dudka to dla dzieci dobra zabawa. Chętnie podejmują się współpracy z leśniczym, opiekują się małą sówką, zbierają jagody latem a zimą obserwują tropy zwierząt i dokarmiają zwierzęta. Może współcześnie taka postawa wydaje się nieco zinfantylizowana, jednak pewne jest, że w XXI wieku jesteśmy co raz dalej od obcowania z naturą. Lektura książeczki razem z dziećmi stanowi jeden ze sposobów na to, aby przywrócić tego pierwotnego ducha, którego wszczepiali nam za pośrednictwem piśmiennictwa, autentyczni znawcy i miłośnicy przyrody.
Miłość do lasu Zdzitowiecka przekuła na formę literacką często także animizując zwierzęta, które samodzielnie snują swoje opowieści. 
"Ileż to pięknych bajek można sobie ułożyć jadąc przez zaśnieżony las!" - myśli Joasia. Las wciąż bywa nieodkrytą zagadką, miejscem pełnych tajemniczych przygód i doznań, inspiracją.
Dzięki temu specyficznemu przewodnikowi po świecie leśnej fory i fauny staliśmy się uważnymi obserwatorami najbliższych okolic, zdecydowanie wzbogaciliśmy nasz zasób pojęć związanych z leśnym życiem. Odkryliśmy także  bogate w szczegóły, o niezwykłych barwach, ilustracje Stefana Styczyńskiego:











Mamy to szczęście, że w lesie możemy bywać często. A jeśli akurat nie, to spacerujemy zazwyczaj pobliską trasą, przy której umiejscowiono specjalne tablice edukacyjne. Dzieci je uwielbiają. Możemy z nich dowidzieć się jak długo "żyją" śmieci, poznawać gatunki leśnych roślin, dotykać korę drzew i sprawdzać czym się różnią pnie.





Innym znów razem wyruszamy na leśny spacer, wyposażani zawczasu w koszyczki na 'skarby', bo wiadomo, że dzieciaki i tym razem coś przemycą w kieszeniach;)



A las oferuje wiele. Nie trzeba się rozpisywać zbytnio na ten temat. Na ściśle usystematyzowaną wiedzę przyjdzie jeszcze czas. Maluchy obserwują okolice, ja patrzę na nie. Spoglądam jak zadzierają głowy do góry, obejmują pnie drzew, głaskają mech, taszczą największe patole i rysują coś na piaszczystym leśnym dukcie. Dokonują własnych odkryć. Chłoną las całymi sobą - a w domu wyznają nieoczekiwanie: "Lubię chodzić do lasu!". A ja lubię to słyszeć:)







Kacper ponadto założył własny "Przyrodnik", który pomaga mu przechowywać swoje 'skarby' w jednym miejscu. Na tekturki przykleja intrygujące go piórka, zasuszone kwiaty i inne pamiątki, albo po prostu wkłada je do foliowych koszulek. Pomagam mu je opisywać.
Znalezione w różnych zaskakujących miejscach: w lesie, na podwórku u babci, na ulicy podczas nocnego spaceru czy w naszym ogrodzie - jedne okazy obserwujemy i zostawiamy, inne zbieramy z uwagą.