Naszym dzieciom.


19 wrz 2014

Słoneczny lizak

Czytanie książeczek z lamusa wspólnie z dziećmi miewa swoje lepsze i gorsze dni, jednak przynajmniej zawsze dowiadujemy się o kolejnych lekturach lub o sobie samych czegoś nowego. Tym razem przekonałam się jak nasz czteroletni synek postrzega sam wybór niektórych pozycji serwowanych mu przez mamę. Na ogół, kiedy pada hasło jedziemy do biblioteki K. natychmiast jest gotów do drogi. Ochoczo myszkuje pomiędzy regałami, ale najczęściej wybiera książeczki, które ma bezpośrednio w zasięgu ręki, to znaczy rozłożone na specjalnym stoliku dla dzieci. Siedząc na krzesełku przegląda obrazki w bajkach i samodzielnie odkłada sobie te, które chce wypożyczyć do domu. Równie chętnie przegląda półkę z nowościami, z której książeczki spoglądają nań okładkami. Na plus zasługuje fakt, że nasza mała biblioteczka jest coraz lepiej zaopatrzona. W ostatecznym rachunku przekrój Kacperkowego stosiku jest bogaty;) W domu odczytujemy zawsze najpierw te synka - bardzo mnie cieszy, że on z radością korzysta ze swojego prawa wyboru, cieszy każde jego spostrzeżenie do książeczki.
Podczas jednej z ostatnich takich eskapad, kiedy mama na szybko przeglądała górne półki, (bacząc jednocześnie na najmłodsze dziecię, czy nie urządza sobie czasem jakiejś wspinaczki po krzesłach
i regałach), K. zgromadziwszy już własne perełki, zniecierpliwiony nieco czekaniem, orzekł z przekonaniem, że: książki, które mama sobie wyszukuje są jakieś takie... brzydkie!
No właśnie. Brzydkie. Bo rzeczywiście takie czasami są. Ścieśnione niesamowicie na regałach, niedostępne, z poszarzałymi, wytartymi grzbietami, oklejone grubą foliową okładką i pożółkłą taśmą - wcale, a wcale nie przyciągają uwagi. Nic dziwnego, że wśród kolorowych i pełnych ciepła albo tudzież jaskrawych wizerunków pozostałych współsióstr, wypadają blado i na niekorzyść. Mruknęłam więc tylko: zobaczymy
i wzięłam co popadło;)
A padło na autorkę cenioną i poważaną, znakomitą poetkę i eseistkę, Annę Kamieńską. I zaczęły się schody, bo jak wytłumaczyć czterolatkowi doniosłość dziełka, które tak po prostu urzeka znajomością dziecięcego świata, a z pozoru nie wygląda zachęcająco? Albo nawet, jak opowiedzieć o tych nieskomplikowanych obrazkach do książki, mistrza ilustracji, nota bene znanego z malowania pełnych wyrazu i głębokiego spojrzenia oczu?



Słoneczny lizak Anny Kamieńskiej ("Czytelnik" 1960) to zbiór ponad trzydziestu króciutkich wierszyków dla dzieci i o dzieciach. Pogodne w tonie utwory Jerzy Srokowski zobrazował w pastelowych barwach, geometrycznych kształtach, poukładanych niczym szkiełka w kalejdoskopie. 








 Skoro tak dużo tu światła prześwitującego przez spłowiałe karty, postanowiliśmy, że i nasze jesienne słoneczko ujrzy je na żywo. Najlepiej na ławce w parku, pośród żółtych liści rozsianych na trawniku 
i z pysznym, słonecznym lizakiem w buzi:)


I wiecie co, moi drodzy, podziałało! Czytanie na świeżym powietrzu to strzał w dziesiątkę, zwłaszcza, jeśli ma się wytrwałych słuchaczy:) Najważniejsze jednak w tym wszystkim było to, że mogliśmy tak zwyczajnie pobyć razem. Nie istniały w tym momencie ani hałaśliwe tiry przejeżdżające sąsiednią ulicą, ani to, że na skwerze są raptem dwie ławki na krzyż. Spoglądaliśmy przez nasze lizaki na słońce i śmialiśmy się z wierszyków.
A świat w nich przedstawiony przez Kamieńską pełen jest słońca roztapiającego się na języku, dziecięcych zabaw i starych zabawek (żołędziowych żołnierzyków, malowanych drewnianych ptaszków czy kolorowych naczyń jak z odpustu, karuzeli i lukrowanych koników), pełen ulewy, która chlusta z nieba farbami, a także nieobcy są mu poeci wypisujący swe wiersze na ścianach, na chodnikach, na parkanach... Znajdziemy w tym zbiorku także dziecięce kolorowe sny i tajemnice oraz najcenniejsze skarby:

SKARBY

Każdy ma taką szufladę,
gdzie trzyma swoje skarby.
Ja - listy, fotografie,
a ty - znaczki i farby.

Ja - pierwszy twój rysunek,
pierwsze krzywe literki,
a ty - gumkę i sznurek,
i od cukierków papierki.

Kasztan z zeszłego roku,
blaszkę, guzik i szkiełko,
kamyczek i muszelkę,
od zapałek pudełko,

śmiesznego ludzika z żołędzia,
złotko po czekoladzie...
W niedzielę po obiedzie
zrobimy porządki w szufladzie

Jednak to nie wszystko czym zaskakuje ten szaro-bury z wierzchu zbiorek.
Okazało się, że znaleźliśmy w nim odpowiedź na nasze wcześniejsze pytanie na temat urody książek i tego po co właściwie po nie sięgać i wybierać takie "brzydactwa".

KSIĄŻKA

Czemu książka stoi niema?
Może o czym mówić nie ma?

Jej literek czarne rządki
smutne jak jesienne grządki.

Czemu taka nudna, pusta,
jak by jej zamknięto usta?

Aż tu nagle, moja miła,
niema książka przemówiła.

I gadała, i śpiewała,
czego nie opowiadała!

O przygodach, awanturach,
ptakach, kwiatach, morzach, górach.

Gdzie to wszystko w niej mieszkało?
Jak to wszystko w niej drzemało?

Chyba nie ma o co pytać:
nauczyliśmy się czytać.


Mam nadzieję, że kiedy nasze maluchy opanują już tę trudną sztukę czytania i będą samodzielnie dokonywały swoich czytelniczych wyborów nie będą zawiedzione, bo będą potrafiły czerpać prawdziwą radość z obcowania z książką i docenią każdy jej aspekt.

1 komentarz:

  1. Internetowe czeluści pokazują informację, że w podobny sposób Srokowski zilustrował książkę rumuńskiego pisarza Iona Creangă "Wspomnienia z dzieciństwa" (ISKRY 1960). Kto może niechaj potwierdzi:)

    OdpowiedzUsuń