Naszym dzieciom.


3 gru 2014

Dziadzio Mrok

Minione długie wieczory stanowiły dla nas inspirację do twórczych zabaw, którym patronował Dziadzio Mrok Ewy Szelburg-Zarembiny. To trzecia książeczka wchodząca w skład lirycznego cyklu pejzaży o porach roku tejże autorki. Wcześniej poznaliśmy Na zielonej trawie traktującą o wiośnie. Jesienne barwy, te żywe i te widziane przez pryzmat kropel deszczu i mroku zilustrował tak samo Zbigniew Rychlicki. Dzieciom spodobały się obrazki przedstawiające jesienne zabawy z liśćmi, a mroczna pora dnia została okiełznana dzięki onomatopeicznym zawołaniom i powtórzeniom:

Pada, pada deszcz
Chlupu, chlupu, chlup!
Idzie dziadzio Mrok
tupu,tupu,tup!
(.....)

                                                       Wydawnictwo Lubelskie 1984, wyd. I.






Dziadunio Mrok przyniósł więc nam owocny plon. Najpierw starym sposobem - badanie faktury zasuszonych liści. Listek podłożony pod kartkę i odbity za pomocą świecowej kredki jawił się nowym, nieznanym kształtem. Efekt zasługuje na to, by go później wykorzystać, na przykład w formie papeterii.
Zwłaszcza, że: Listopad złocisty/ pisze, pisze listy/ purpurowe, złote,/jakie ma ochotę...
I tym razem zadziwił mnie sposób w jaki K. dobierał intuicyjnie kolory: róż, czerń, zieleń i inne. Pastelowy zmierzch przemycił również Rychlicki w swoich interpretacjach.


Liści mieliśmy tej jesieni pod dostatkiem. Synek często obdarowywał mnie żółtym, brązowawym lub zzieleniałym listkiem, wracając z przedszkolnego spaceru. Ucieszona mama szybko nazbierała spory bukiet zasuszonych piękności na kuchennym parapecie. Któregoś razu K. wpadł na pomysł, że można takie listki pokruszyć i wykorzystać do ozdabiania czegoś. A że prace z plasteliną i ciastoliną wszelaką są u nas na topie, to szybko zagnietliśmy kulę z masy solnej. I dalejże nasze wylepianki dekorować. Wykorzystaliśmy dary natury, które mieliśmy pod ręką - suszone pestki, nasionka słonecznika, fasolki, pigwowca, lawendę, przyprawy i oczywiście pokruszone liście. W każdym placku zrobiliśmy słomką dziurkę na ewentualną zawieszkę.


 Z pozostałej części masy Kacper powycinał wykrawaczką autka, a po ich wysuszeniu zabrał się za malowanie farbami, co było dobrym pretekstem do mieszania farb i eksperymentowania z odcieniami. Mama w międzyczasie - także jeszcze w temacie jesiennym - zaklinała spóźnioną dynię na pomarańczowe słodkie słoiczki.


Wreszcie przyszedł czas, by pożegnać Panią Jesień. W zupełnie spontanicznym odruchu zrobiliśmy jej na tę okazję kapelusz. 


Przymierzała go ochoczo i w pośpiechu gubiła wszystkie liście. Nawet nie w głowie jej było sprzątanie po sobie - pewnie obawiała się nadejścia Dziadka Mroza;)


W każdym razie, czekamy teraz na Srebrne gwiazdki z nieba:)

2 komentarze:

  1. Wasz blog to cudowne odkrycie!
    Klimaty, które tak lubię - bajki "vintage" i piękne zabawy w nawiązaniu do nich. Mamy wiele wspólnego i cieszy mnie to ogromnie !
    Te książki, to chyba zbiór mamy z dzieciństwa?
    Serdecznie pozdrawiamy Chatkę na sowich nóżkach i całą rodzinkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za odwiedziny, bardzo miło Was gościć w Chatce:) Jestem przekonana, że możemy się wzajemnie inspirować.
      Książeczek tych nie posiadałam w dzieciństwie, ale nabyłam specjalnie, by je sobie przypomnieć. Jeszcze poluję na jedną część:) Pozdrawiamy!

      Usuń