Naszym dzieciom.


3 sty 2015

Srebrne gwiazdki

Czekaliśmy na nie z utęsknieniem. Aż pewnego poranka, po przebudzeniu się, dzieci podbiegły do dużego okna i w zachwycie ujrzały cienką warstewkę śniegu na dworze. Wprawdzie utrzymał się u nas zaledwie kilka dni, ale zdążyliśmy przynajmniej przyjrzeć się wirującym płateczkom. W ostatni dzień roku synek z nieukrywanym żalem spoglądał jak wszystko topi się w mgnieniu oka. "Chcę śnieg, dużo śniegu, żeby ulepić bałwana!" - powtarzał. Na nic zdało się okazywanie mu zrozumienia słowami, czułam, że za moment rozpłacze się na dobre, a ja także wybuchnę.
- "To może napisz list!" - powiedziałam - "Do Dziadka Mroza, z prośbą o śnieg!" - zaryzykowałam pomysł.  Bo o ile łatwo wcielić się w rolę Świętego Mikołaja, jako adresata dziecięcych okołoświątecznych marzeń, o tyle trudniej, pomimo najszczerszych chęci, ofiarować im tę upragnioną gwiazdkę z nieba. Okazuje się jednak po raz któryś, że dzieci nie lubią dostawać nic gotowego. A każda sytuacja, w której mogą wykazać się własną inwencją pozwala im poradzić sobie z tym, co jeszcze przed chwilą było problemem.
Kacperek nie dał się długo przekonywać, co do tego czy Dziadek Mróz rzeczywiście może sprawić, że śnieg będzie padał, i szybko chwycił za kartkę i kredki. Zaangażował tatę w produkowanie rysunku z bałwankiem, sankami i śniegiem w roli głównej. Prosił, żeby mu napisać wzór listu, a potem w zabawny sposób przerysowywał graficzne znaczki. Pogawędziliśmy sobie o Nowym Roku i ciepłych butach, a po chwili chłopcy zanieśli list do skrzynki. Może choć ferie zimowe będą dla nas łaskawsze.
Nic zresztą dziwnego, że dzieciaczki z zapałem rzuciłby się w biały puch. Wspominając zimę z własnego dzieciństwa można by ją z czystym sumieniem idealizować w nieskończoność. Przede wszystkim kojarzyła się z niesamowitą energią i wolnością zabaw na świeżym powietrzu, bez obaw rychłego przeziębienia czy przemarznięcia. Za przemoczenie, owszem, wysłuchało się czasem reprymendy, ale jak przyjemnie było potem wysuszyć się przy piecu czy rozgrzać gorącym kakaem. Dlatego też prawdziwym sentymentem darzę wszelkie zimowe ilustracje ze starych książeczek dla dzieci. Kilka z nich w wykonaniu Zbigniewa Rychlickiego towarzyszyło nam w ostatnich tygodniach adwentowych przygotowań.

                                                        Wydawnictwo Lubelskie 1985, wyd.II

 Na tle wszechobecnej bieli królują tu roześmiane dziecięce buzie i pełne dynamiki, beztroskie zabawy. Subtelnie dobrane kolory spowijają, jakże by inaczej, śniegowe gwiazdki. Również zimowe pejzaże otulone są grubą śniegową pierzynką - te emanują spokojem i skupieniem. Rysunki zdają się odzwierciedlać naturalnie występujące w przyrodzie barwne refleksy.


Wierszyki Ewy Szelburg-Zarembiny podczytywaliśmy gdzieś pomiędzy świątecznym pieczeniem pierniczków, wykonywaniem zadań z kalendarza adwentowego i dekorowaniem domu a Oczekiwaniem.
Jedną z wartości minionego czasu jest to, że mogliśmy spędzić go razem, by tworzyć wspólnymi siłami  atmosferę świętowania.


Z kolei to, co możemy zaczerpnąć z poprzedniej epoki w tematyce bożonarodzeniowych dekoracji to niewątpliwie samo bogactwo kształtów i niebanalnych form zdobniczych. Jakby wbrew współczesnej hipermarketowej sztuczności znów sięgamy po sprawdzone, ręcznie robione ozdoby. Odkrywamy ile znaczy dla dziecka samodzielnie wycięte kółko i naklejone na większe, niczym pawie oczko lub łańcuch z pociętych paseczków papieru. Wspomnieniami sięgamy do chwil, kiedy sami przygotowywaliśmy koślawe zawieszki i jaką czuliśmy wówczas dumę, kiedy znalazły się one na świątecznej choince. Ostatnio w rozmowie z przyjaciółką poruszyłyśmy właśnie ten temat. Wymieniając się doświadczeniami, obie uznałyśmy, że pozwalając dziecku na przejaw własnej kreatywności podkreślamy, że jest ono dla nas ważne, nawet jeśli mamy odmienną wizję czy sposób działania.
U nas w domku lubujemy się w prl-owskich bombkach, takich prawdziwych, które mienią się wytartymi kolorami, precyzyjnie domalowanymi łezkami i kropkami a przy tym wdzięcznie się tłuką w rączkach dzieci.
Nasze ozdoby choinkowe to zbieranina różnych przedmiotów, darzonych szczególnym upodobaniem i przypisywanym im znaczeniom.
Znajdują się więc tam co roku samodzielnie wykrawane przez dzieci i lukrowane piernikowe ciasteczka, szydełkowe śnieżynki babci Zosi, muchomorki od babci Tereski czy inne ręcznie robione drobiazgi. Totalny miszmasz zupełnie nam nie przeszkadza. Jestem nawet przekonana, że co roku będzie nam przybywało ozdób w różnych konwencjach plastycznych i technicznych:)




W kuchni nad stołem zawiesiliśmy: mobile z piernikowych gwiazdek, aniołków oraz papierowych piórek - powstałych ostatnim razem. Szkraby lubią nań dmuchać i przypatrywać się jak lekko fruwają.


a recyklingowe mobile w salonie: z oczkowego łańcucha i gwiazdek z pociętych na paseczki zdezaktualizowanych stronic.


 Gwiazdka z kwadratów również należy do kanonu ozdób z dzieciństwa:

  

Nadejście Nowego Roku utrwalone przez Rychlickiego przypomniało mi także o karnawałowych przebierankach z dzieciństwa. Wszak to była epoka, w której na szczęście trudno było o gotowce. Strój na bal maskowy trzeba było przygotować samemu z tego, co znalazło się w domu. Za najbardziej pomysłową kreację czekała na zwycięzcę nagroda. Inni byli też dziecięcy idole. Najczęściej byli to clowni i inni pajace, księżniczki, czarodziejki, Zorro. W tym roku czeka nas pierwszy przedszkolny bal. Jesteśmy go bardzo ciekawi. Mamy jeszcze trochę czasu na obmyślenie kostiumu. Synka fascynują kowboje, piraci i Indianie - zobaczymy co z tego wyniknie:)
Spędzając poświąteczne dni bez pośpiechu, zabawiliśmy się w prawdziwe przebieranki z piknikiem pod choinką. Skoro za oknem wietrznie i zielono to pozostało tylko powyciągać z szafy kolorystyczne zestawienia i stworzyć nieco kowbojski nastrój. Dzieciakom bardzo się podobało!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz