Naszym dzieciom.


27 paź 2015

Śmiechu warte - cz. I

Zapraszamy dziś do odkrycia z nami małej, nieco wytartej z niebieskości, książeczki, którą napisał pewien człowiek, starszy pan,/ Który zwie się....
no właśnie jak? Tak. Brzechwa Jan. W rzeczywistości, autor utworów dla dzieci, wierszy i tekstów satyrycznych, nazywał się Jan Wiktor Lesman i posiadał barwny życiorys, okraszony żartobliwymi anegdotami - jak i jego utwory.


Książka Śmiechu warte, która ukazała się nakładem wydawnictwa "Czytelnik" w 1964 roku (wyd. I), to niewielki zbiorek humorystycznych tekstów poety oraz jego tłumaczeń z Borisa Zachodera (Zoo na wesoło), Siergieja Michałkowa czy Samuela Marszaka.

Autor w groteskowy sposób przedstawia ludzkie wady, takie jak lenistwo czy głupotę.
Brzechwa dużo bardziej operuje tu, moim zdaniem, absurdem niż w przedwojennych wierszach dla dzieci. Czasem podczas podobnej lektury wpadam, przynajmniej na początku w myślową pułapkę, że może za trudne..., może okaże się niejasne. Zwykle potrzeba trochę czasu, cierpliwości, żeby okazało się jednak, że dzieci mają własną drogę czytelniczego poznania. Z radością obserwuję, co ich dziwi, co zastanawia, a co przyciąga jak magnes. Kacper, który jako bystry pięciolatek lubuje się w rymach na opak, wywróconym do góry nogami świecie i odzwierciedlających ów stan rzeczy słowach, szybciej wyłapuje humorystyczne niuanse. Liduśka natomiast uwielbia szczegół w ilustracji, coś co przykuwa wzrok i pozwala jej samej opowiadać lub zadawać pytania. Odniosłam wrażenie, że zaintrygowały ją rysunki zwierząt, wykonane przez Henryka Tomaszewskiego, ponieważ próbowała samodzielnie je nazywać i opisywać.





Mnie samą również zaskoczyły minimalistyczne grafiki, których wcześniej nie znałam. Posługując się umownym plastycznym znakiem i skrótem myślowym doskonale oddają satyryczną treść wierszy Brzechwy. Okazują się także czytelne dla najmłodszych.






Na pierwszym poziomie naszego wspólnego rozumienia tekstu są najczęściej odwzorowania, porównywania do czegoś sobie znanego. Tak na przykład było w przypadku utworu Wąż-kaligraf, przy którym wykorzystaliśmy pomysł na wężowe tworzenie liter. W roli gada sznureczki, które posiadają zdolność układania się w dowolne kształty:



I tylko spotkawszy żyrafę
Popełnił gaffę, kiedy gniótł jej grzbiet,
Bo chociaż był kaligrafem,
Nie wiedział, jak kropkę postawić nad Zet.


Przy okazji można odświeżyć słowo 'kaligrafia'.
Historia węża była także pretekstem do zabawy w tworzenie liter i znaków z własnego ciała; prostowanie kończyn lub zginanie w stawach dało nam efekt kaligraficznego tańca-łamańca:) Choreografia godna Brzechwy, przy salwach śmiechu:)


Następny wierszyk: Kolory, wzięty na filologiczny warsztat, angażuje nasze zmysły w grze odcieni. Ze starszym powtarzamy rodzaje barw podstawowych i pochodnych, ze średnią ćwiczymy ponownie ich rozpoznawanie na różne sposoby, a najmłodsza chłonie barwy wielozmysłowo, najczęściej przez dotyk i smak:)



  

                                   praca dzieci inspirowana powyższą ilustracją

                zabawy z książeczką z naklejkami: Wesołe przedszkole Misi Krysi. Kolory, Wydawnictwo Ferment.


Oprócz tego, wchodzimy już na nieco psychologiczne obszary wiedzy i mówimy sobie, co oznaczają poszczególne kolory z wiersza:

żółty - zazdrość
czerwony - energia
czarny - smutek, żałoba
biały - niewinność
zielony - nadzieja

Poprosiłam dzieci, by spróbowały wymienić swoje ulubione barwy i powiedziały za co darzą je sympatią, jak się czują w towarzystwie kolorowych ścian czy przedmiotów. Są to dla mnie zawsze cenne informacje.
Pooglądaliśmy wspólnie piękną i przejmującą poetycką książkę Dźwięki kolorów autorstwa Jimmy'ego Liao (Wydawnictwo "Oficyna" 2012, wyd. I), po którą można zawsze sięgać od nowa. Interpretacja jej to już inny temat, dość, że dzięki niej przekonujemy się w duchu empatii, że barwy można także słyszeć i czuć. Nie mogę się oprzeć, by nie dodać w tym miejscu jednego z symbolicznych obrazów z tej książki - niech nawiąże korespondencję z ostatnim wersem wiersza:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz